niedziela, 31 stycznia 2021

6 (a.1.1.1.2.1.2)

Tak, to dobra decyzja. Andreas na pewno ci pomoże w nauce. Postanowiłeś, że nie będziesz zwlekał i pójdziesz do niego natychmiast. Wiedziałeś, że twój doktorant lubił pracować do późna. Nawet nie pomyślałeś, żeby do niego napisać, bo przecież odpisałby ci dopiero jutro, względnie za tydzień. Zupełnie nie zastanawiając się, dotarłeś na wydział i rzuciłeś ciepłe "dobry wieczór" do pana z portierni. W oka mgnieniu znalazłeś się na piętrze. Drzwi do laboratorium Zakładu Chemii były zamknięte, ale postanowiłeś pójść do pokoju doktorantów. Korytarz straszył nietypową ciemnością. Poczułeś się trochę nieswojo. W sercu zalęgły się wątpliwości, że może jednak Andreasa już nie ma na wydziale.  Zza zakrętu zobaczyłeś zimne światło padające z jego pokoju na posadzkę. Usłyszałeś nagle nieznany tobie męski głos. W miarę zbliżania się do przymkniętych drzwi, słowa były coraz bardziej zrozumiałe i wyraźne.
- To bez sensu.
Tedy usłyszałeś miły dla twoich uszu głos twojego doktoranta.
- Nic na to nie poradzę. Czujniki naprawdę nic nie wykrywają - Andreas wydawał się być spięty.
Podszedłeś bliżej i przywarłeś niemal do drzwi, żeby wszystko lepiej słyszeć.
- Będziesz musiał wrócić do bazy. Wyślemy kogoś innego, bardziej kompetentnego - oświadczył głos.
- Ale, jak to? Mam tu jeszcze coś do zrobienia... - Andreas zamilkł na chwilę. - Chcecie wprowadzić tu nowego agenta? Przecież takie mieszanie to jest...
- Wiem, co chcesz powiedzieć - przerwał mu głos. - Bądź spokojny to już nie jest w twoim interesie. 
Wtem oparłeś się za bardzo o niezamknięte dokładnie drzwi i wpadłeś do pokoju. Na samym środku znajdował się ogromny hologram, rażący zimnym błękitem. Z jego środka nieco zdezorientowany patrzył na ciebie starszy mężczyzna, ubrany w minimalistyczny szary mundur. Po sekundzie spojrzałeś na Andreasa, który z szeroko otwartą buzią i przerażeniem wpatrywał się w twoje oczy.
- Agencie, to jest niedopu... - głos nie dokończył zdania, ponieważ hologram został wyłączony. 
Blondyn podszedł do ciebie, trzęsąc się trochę i szepnął, drżącym głosem.
- Adam, nie powinieneś był tu przychodzić. 
- Przepraszam, ja... tylko chciałem zapytać o radę na egzamin...
- Teraz to już nie ma znaczenia, stało się. - Doktorant westchnął i przetarł oczy dłonią, ściągnąwszy okulary. - Pewnie zastanawiasz, co się właściwie stało.
- No, trochę tak.
Andreas popatrzył gdzieś w przestrzeń.
- Posłuchaj, nieważne, co się teraz stanie, ze mną jesteś bezpieczny, okej? - Blondyn położył swoją dłoń na twoim ramieniu.
Gdzieś w mętliku w głowie, jaki miałeś, wyłoniło się nieograniczone zaufanie, jakim darzyłeś osobę przed sobą. Przytaknąłeś, na co Andreas przyciągnął cię do siebie. Po czułeś ciepło w sercu. Nagle ujrzałeś światło wyłaniające się z drugiej dłoni blondyna. Chyba pochodziło z jakiegoś urządzenia. Pomieszczenie całe zalało się tymże blaskiem. Zamknąłeś na moment oczy, a gdy znowu je otworzyłeś byłeś, byliście w zupełnie innym miejscu. Stalowe  ściany i antypoślizgowa podłoga oświetlane były przez lampy znajdujące się wzdłuż podłogi oraz sufitu. Andreas miał na sobie coś jakby kombinezon, ściśle przylegający do jego ciała.
- Okej, co się dzieje? Gdzie jesteśmy? - Zacząłeś panikować.
- Hej, spokojnie. - Blondyn starał się ciebie uspokoić, przytulając cię. - Nie wiem, czy jesteś gotowy na prawdę...
- Jestem! - powiedziałeś głośniej. - Powiedz mi, co się dzieje! 
- To jest dłuższa historia. Chodźmy może gdzieś usiąść.
Posłusznie poszedłeś za blondynem, który zaprowadził cię za rękę do pomieszczenia z trzema fotelami i posadził cię na jednym z nich, siadając obok.
- Ja... podróżuję.
Mocno musiałeś się powstrzymywać, żeby z twoich ust nie wyleciało pretensjonalne "łatafak ekskjuzmi".
- No i?
Andreas podrapał się w tył głowy.
- Podróżuję w czasie. - Chwilę obserwował twoją reakcję, po czym kontynuował. - Pracuję... choć może lepiej powiedzieć "pracowałem", dla agencji, która zajmuje się  wykrywaniem anomalii czasoprzestrzennych i badania, skąd się wzięły. Zazwyczaj są wynikiem nieudanych prób skoku w czasie i raczej teraz powinno być podobnie, ale... być może się pomyliliśmy.
Twoja głowa eksplodowała, a chciałeś tylko dobrze napisać egzamin z chemii.
- Słuchaj, nie powinienem łączyć się z dowództwem w takich okolicznościach. Może wystarczyłoby zamknąć drzwi... Heh, być może to moja wina. Te anomalie były spowodowane najpewniej nami.
- Wiesz, że rozumiem tak piąte przez dziesiąte, co do mnie mówisz, prawda? - upewniłeś się, ale Andreas jakby nie usłyszał tych słów.
- Teraz będą nas ścigać w celu uciszenia, ale ja nie pozwolę, żeby nas znaleźli. Nie pozwolę, żeby cię skrzywdzili.
Zacząłeś się zastanawiać, czy nie jesteś w ukrytej kamerze.
- Twoje życie przestało istnieć, za pewne z mojej winy, ale zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby to, które nas czeka było tego warte, dobrze?
Andreas cię mocno przytulił i zaczął mierzwić twoje włosy. Na moment zatonąłeś w tej rozkoszy, ale po chwili ogarnęło cię jedno wielkie...
Co do kurwy?

-KONIEC-

czwartek, 27 czerwca 2019

5 (a.1.1.1.2.1)

- No, dobra - odparłeś.
Andreas się uśmiechnął.
- Tylko muszę zabrać swoją kurtkę. Spotkamy się przed wejściem wydziału? - zaproponowałeś.
- Znaczy, nie ma takiej potrzeby, pójdę z Tobą. - Andreas posłał ci ciepły uśmiech, po czym zabrał z oparcia swojego krzesła ciemnozielony płaszcz.
Doktorant nie zostawił ci raczej wyboru, więc tylko niemo przytaknąłeś i na równi zeszliście po schodach do szatni. Chwilę później staliście już na dworze. Blondyn zmagał się nieco z wiatrem, który mu gasił płomień zapalniczki. Gdy już dał radę, zaciągnął się dość mocno i wypuścił długi strumień dymu przez usta. Jednocześnie twoje nozdrza chciały popełnić sepuku, bo szczerze nienawidziłeś tego zapachu, a twoje oczy nie mogły się napatrzeć na jego usta. Nie przestawałeś wyobrażać sobie, co jeszcze by były w stanie dmuchnąć. 
- O czym myślisz? - zapytał Andreas poprawiając swoje okulary.
- O... o niczym - odparłeś szybko i chwyciłeś się za łokieć, dodając sobie otuchy i starając się nie pokazać rumieńca.
Blondyn chwilę popatrzył na swojego papierosa, a potem na ciebie.
- Ale faux pas z mojej strony - rzekł zakłopotany. - Może też chcesz?
Popatrzyłeś zaskoczony na wyciągniętą w twoim kierunku paczkę.
- Nie, dzięki, nie palę - oświadczyłeś stanowczo.
- Och - doktorant się zmieszał. - Myślałem, że skoro zgodziłeś się iść to... Zresztą nieważne. - Blondyn zaciągnął się ostatni raz i przytknął nawet w połowie niewykorzystanego peta do daszka nad koszem na śmieci. - W zasadzie, to rzucam. - A po chwili dodał - Wracamy na górę?
Przytaknąłeś, chrząknąwszy. 
Tym razem, doktorant pojechał szybciej na piętro windą, bo chciał jeszcze o coś zapytać profesora. Ty skierowałeś się zostawić kurtkę. Przed szatnią spotkałeś Michaela, trzymającego jakąś teczkę z dokumentami. Wyglądał na zdziwionego i zawiedzionego zarazem.
- Naprawdę? - zapytał z pretensją w tonie.
- O co ci chodzi? 
- Śmierdzisz fajkami - powiedział z wyraźnym obrzydzeniem Michael.
- Czemu cię tak to drażni? - odparłeś, ściągając czapkę z głowy.
- Nie wiem... zmieniłeś się - rzekł szatyn i mocniej przycisnął do swojego ciała teczkę. 
- Przesadzasz - burknąłeś i odwiesiłeś kurtkę na haczyk.
Brązowooki stał tak ze zmarszczonymi brwiami.
- Stary Adam był moim najlepszym przyjacielem, który miał zasady. Przecież nigdy byś nie sięgnął po papierosy! Do tego mam wrażenie, że ja sam przestałem cię obchodzić - na jednym tchu wyrzucił Michael.
- O czym ty do cholery mówisz? Nie paliłem, tylko stałem obok, a zresztą czemu uważasz, że mnie nie obchodzisz? To głupota.
- Rezygnuję ze studiów - oznajmił.
Zatkało cię.
- Jak to? - szepnąłeś.
- Idę pracować na pełen etat. Zresztą ostatnio mi nie szło w nauce, ale tego też nie wiesz, bo przestałeś ze mną rozmawiać. Nie wiesz też o... Zresztą, nieważne! 
Michael po prostu obrócił się w stronę drzwi i wyszedł, a ty stałeś jak wryty. Kompletnie nie rozumiałeś, co się stało, ale czułeś się z tym bardzo źle. Oczywiście spróbowałeś zatrzymać przyjaciela, ale on cię zignorował i poszedł zapewne do domu. Założyłeś ręce i skierowałeś się w stronę schodów, żeby wrócić do labu Zakładu Chemii.
*
Kilka dni później przyzwyczaiłeś się do faktu, że  twój najlepszy przyjaciel cię ignorował. Przyjąłeś założenie, że jak się uspokoi, to sam się odezwie, dlatego też przestałeś do niego pisać. Zresztą zaczął się trudny okres, zaraz egzaminy, w tym z chemii, na którym ci z bardzo oczywistych względów zależało. Jak się najlepiej do niego przygotować? Przerobiłeś już mnóstwo zadań, więc może jakieś ostatnie podsumowanie i zestawienie wiadomości? Może nie jest złym pomysłem, żeby ktoś ci pomógł.

Jak chcesz się lepiej przygotować do egzaminu z chemii?
> Lepiej posiedzieć nad tym samemu i dobrze się wyspać

sobota, 2 lutego 2019

4 (a.1.1.1.2)


Przecież twoi przyjaciele i inni członkowie Koła zrozumieją twoją decyzję. Ledwo co zacząłeś pomagać Andreasowi w laboratorium. Chciałeś jak najwięcej z tego pokorzystać i przy okazji pokazać, że ci zależy. Dobrze "rozegrany" wolontariat mógł w końcu poskutkować w czekającym na ciebie miejscu w Zakładzie Chemii. Warto, żeby cię znano na drugim piętrze i w laboratorium.

Siedząc w domu zastanawiałeś się, co się dzieje z Michaelem. Ostatnio mało pisaliście. Na twoje pytania odpowiadał zdawkowo, jakby tylko chciał zapewnić, że wszystko gra, ale nie chciało mu się rozwijać żadnego tematu. Postanowiłeś, że dasz mu trochę więcej swobody. W końcu to twój najlepszy przyjaciel. Jakby coś się działo, na pewno by ci o tym powiedział, prawda?

Tego samego dnia przed jednym z wykładów, złapała cię Mia i zaatakowała masą pomysłów na Festiwal Nauki. Patrzyłeś na nią pobłażliwie, potakując na wszystko, co mówiła. Ku twemu zdziwieniu, zwróciła uwagę na twój brak zainteresowania.
- Co z tobą? - zapytała.
- Nic - odparłeś, nie patrząc jej w oczy. - Ja raczej nie będę nic robił na FN.
Mia szeroko otworzyła oczy i buzię.
- Żartujesz sobie!? Jak to!?
- Po prostu, mam już wystarczająco dużo zajęć. Rozumiesz chyba? - próbowałeś się tłumaczyć.
- Nie rozumiem, bo ja mam jeszcze więcej od ciebie zajęć, a jakoś daję radę - oznajmiła Mia. - Tobie się po prostu nie chce! Niedorzeczne!
- Ej, spokojnie, to naprawdę nie wynika z niechcestwa, ale z racjonalnej analizy moich możliwości. - Wzruszyłeś ramionami. - Nie jestem aż taki zdolny i zawzięty jak ty. Nie możesz mnie o to winić.
Nagle Mia ochłonęła. Uśmiechnęła się i popatrzyła w przestrzeń.
- Masz rację, mało kto jest - rzuciła chyba bardziej do siebie. - Ale przyjdź jutro na spotkanie Koła. Omówimy jeszcze tez kilka innych rzeczy, więc warto.
- Się wie! - przytaknąłeś.
Przewodnicząca Koła Naukowego  bez słowa ukłoniła się i odeszła w stronę łazienki. 
*
- Cześć - przywitałeś się, zaglądnąwszy do pokoju doktorantów z Zakładu Chemii. 
Ku twojemu zaskoczeniu cała trójka ci odpowiedziała. Andreas się do ciebie uśmiechnął i poprosił, żebyś usiadł  na pustym fotelu. Popatrzyłeś na pozostałą dwójkę. Znałeś ich obojga, bo też prowadzili ćwiczenia z chemii. Drobny chłopak o ciemnych oczach i włosach nazywał się Josef Lebertran, a szczuplutka i wysoka blondynka, zawsze ubrana w marynarkę to Katharina Nudel. bardzo uważnie pisała coś na komputerze i co chwila dopisywała jakieś liczby do arkusza kalkulacyjnego. Josef natomiast jadł sobie żelki.
- Josi, zajmiesz na chwilę Adama? - poprosił Paddinger, po czym zwrócił się do ciebie. - Muszę jeszcze dokończyć jedną sprawę, a nie chcę, żebyś patrzył, jak piszę na komputerze. Przepraszam cię za to.
- Żelka? Weź dwa - odezwał się Josef. 
Z życzliwym uśmiechem podał ci saszetkę, z której się poczęstowałeś i podziękowałeś.
- Nie pogniewasz się, Andi, jak ci skradnę wolontariusza na dwadzieścia minut do labu? - zapytał Josef.
Blondyn zmarszczył brwi i popatrzył spod okularów na swojego kolegę z pokoju w niezrozumieniu, potem na ciebie. Gdy zobaczył, że wzruszyłeś ramionami i pokiwałeś głową, pozwolił wam pójść. Podążyłeś za Lebertranem do znanego ci laboratorium, gdzie ostatnio pracowałeś z Andreasem. Zobaczyłeś szereg brudnych kolb i już wiedziałeś, czego od ciebie będzie chciał doktorant.
- Muszę umyć to wszystko, więc pomyślałem, że dotrzymasz mi towarzystwa, ok? - oznajmił Josef, ubierając fartuch.
- Ach, jasne. - Zdziwiłeś się, że to tobie nie kazał tego zrobić. - W zasadzie, to mogę ci pomóc, będzie szybciej - zaproponowałeś.
- Super, dzięki! 
Obaj chwilę później szorowaliście naczynia laboratoryjne i gawędziliście na temat twoich zaliczeń. Josef zdradził ci jedno pytanko, które będzie na egzaminie z chemii, oczywiście pod groźbą wrzucenia cię do kwasu azotowego, jeśli się wygadasz. W pewnym momencie nastała dłuższa chwilka ciszy.
- Wiesz co? Andi cię bardzo polubił - oświadczył doktorant. - Cały czas o tobie mówi.
- Naprawdę? - Poczułeś, jak twoje policzki czerwienieją.
- Przez ostatni rok ponoć wszystkim studentom proponował wolontariat u siebie, ale dopiero ty się na to zdecydowałeś. Poza tym ponoć się świetnie dogadujecie? - Josef się uśmiechnął do siebie. - Opowiedział nam wszystko w najmniejszych szczegółach, jak tu byłeś ostatnio. Takiego słowotoku to jeszcze nie miał.
Poczułeś się naprawdę miło. W brzuszku wypełniło cię przyjemne ciepełko. Wydawało ci się, że twoja obecność w laboratorium tylko przeszkadza Paddingerowi, ale myliłeś się.
Minutkę później do laboratorium przyszedł właśnie Andreas i gdy poprawił swoje okulary, położył swoją dłoń na twoim ramieniu i oświadczył, że jesteś z powrotem jego.
- Josi, no, wiesz, żeby tak zmuszać mojego wolontariusza do swoich obowiązków? - Blondyn bardzo zaakcentował słowo "mojego".
- Nie, nie, ja sam zaoferowałem pomoc - sprostowałeś szybko.
- Och, w takim razie, miło z twojej strony - stwierdził Andreas i uśmiechnął się w twoją stronę.
- A ty już mi zarzucasz takie rzeczy! Świetny kolega, naprawdę! - Josef się zaśmiał i zostawił was samych w labie.
- To co, bierzemy się do roboty? - odezwał się znowu Andreas i obdarzył cię szerokim uśmiechem.
Po dwóch godzinach, patrzyliście na miarowo kapiącą ciecz z otworu kolumny chromatograficznej. Miało tak to wyglądać przez następne pół godziny, więc zacząłeś się zastanawiać, czym wypełnicie ten czas. Andreas dumnie popatrzył na kolumnę i kiwając lekko głową zwrócił się do ciebie.
- Myślę, że możemy zrobić sobie przerwę - oświadczył i wyszedł bez słowa na korytarz i skierował się do swojego pokoju.
Chwilę stałeś skonsternowany, ale zaraz wzruszyłeś ramionami i poszedłeś za nim. W międzyczasie wyciągnąłeś  telefon i sprawdziłeś powiadomienia. Rebeka napisała do ciebie.
"Szkoda, że nie bierzesz udziału w Festiwalu, moglibyśmy razem coś przygotować."
Przez sekundę zastanawiałeś się, co odpisać, ale gdy już kliknąłeś w pole tekstowe nagle uderzył w ciebie nie kto inny tylko Andreas. No, tak. Zaczynasz nie patrzeć na to, gdzie idziesz zupełnie jak on, a stałeś już po pokojem doktorantów. Nic dziwnego, że cię nie widział, bo jak miał zza drzwi?
- Przepraszam cię! - Blondyn widocznie się zakłopotał.
- Nie ma sprawy, zaczynam lubić, jak tak na mnie wpadasz - powiedziałeś cicho.
- Słucham?
- To co teraz robimy? - zapytałeś pewnym siebie stanowczym tonem.
Andreas zdjął okulary i przetarł je koszulką. W te kilka sekund poczułeś więcej niż mogłeś się spodziewać. Andreas bez okularów wyglądał na jakby bezbronnego. Jego oczy nieco zmrużone wyrażały niesamowitą niecierpliwość z jaką czekały, aż znowu zaczną wyraźnie widzieć i wrócą do swojej kontroli nad otoczeniem, jaką normalnie sprawowały. A gdy twoje oczy powędrowały niżej zobaczyłeś część brzucha, którą przypadkiem doktorant odsłonił podciągając koszulkę. Była gładka z lekkim miejscowym owłosieniem. Sześciopakiem tego nie można było nazwać, ale mięśnie na pewno nadawały kształt jego torsa. Szybko popatrzyłeś na sufit i wypuściłeś powietrze, starając się ochłonąć.
- W zasadzie, to idę zapalić - powiedział Andreas, jakby zawstydzony tym faktem. - Chcesz też?
W twojej głowie znowu pojawiło się sporo różnych myśli. Co to właściwie znaczyło? Czy on proponował ci palenie, czy tylko pójście z nim, czy może założył, że sam też palisz? Co teraz?
Czy chcesz iść z Andreasem zapalić?
> Nie, po coś są zasady.

piątek, 18 stycznia 2019

3 (a.1.1.1)


Z uśmiechem i niedowierzaniem, co właśnie miałeś zrobić, zawróciłeś do sali i dostrzegłeś pana Paddingera, który niezdarnie uzbierał wszystkie swoje materiały i już miał ruszać do wyjścia. Gdy ciebie zobaczył, uśmiechnął się ukazując swoje białe ząbki.
- Czegoś zapomniałeś? - zapytał.
- Nie do końca - powiedziałeś, trzęsącym się głosem.
Z jakiegoś powodu przeszło ci przez myśl, że fajnie byście wyglądali razem na zdjęciu.
- Ja... - Język w ustach nagle ci wydał się być ogromny i zdrętwiały. - Ja bym chciał być pana wolontariuszem, oczywiście, nie za dużo umiem, ale...
Mina doktoranta nagle spoważniała.
- Bardzo szybko się uczę, tylko na początku będę potrzebował dużo tłumaczenia... Będę dawał z siebie wszystko - mówiłeś bardzo cienkim jak na siebie głosem.
Patrzyłeś na tę kamienną twarz Paddingera z przerażaniem. Wyglądał jak nie on. Zazwyczaj jego oczy były o wiele żywsze, ale teraz panował w nich jedynie okrutny chłód.
- Pewnie! Kiedy możesz przyjść? - zapytał, natychmiastowo pogodniejąc.
Przez chwilę miałeś wrażenie, że obaj jesteście równie zdziwieni tą sytuacją.
- Nawet jutro - szybko wypaliłeś.
- Świetnie. - Blondyn patrzył na ciebie, jakby widział cię po raz pierwszy i chciał zapamiętać każdy szczegół.
Staliście szczerząc się do siebie przez dłuższą chwilę.
- To, napiszesz do mnie, o której dokładnie? - zapytał Paddinger, poprawiając wolną ręką swoje okulary. - A ja się zastanowię, co dokładnie będziemy chcieli porobić. W sensie, co ja bym chciał z tobą porobić. Znaczy, co porobić chciałoby się ze mną. - Doktorant zacisnął mocniej usta. -  Wiesz, o co mi chodzi.
Pokiwałeś głową, uśmiechając się jak głupi.
- To, do widzenia - pożegnałeś się i wyszedłeś podekscytowany na korytarz.
Przy szatni zastałeś Mię i Rebekę.
- Słuchajcie, idę na wolo do Paddingera i zaraz chyba wybuchnę z podniecenia! - oznajmiłeś.
- Super, wolontariat to świetna sprawa! - od razu załapała Mia. - Ja dosłownie wczoraj byłam u kierownika Zakładu Genetyki i mnie przyjął. Teraz będziemy dwoma wolontariuszami z pierwszego roku! Ale super!
- Totalnie - zawtórowałeś. - pewnie będą nam kazali myć probówki, ale zawsze to jakaś praktyka w obyciu się w laboratorium.
- I tak będzie niesamowicie, mówię ci! - krzyknęła podjarana przewodnicząca Koła Naukowego.
Rebeka tylko się uśmiechnęła i wzruszyła ramionami.
- Idziemy gdzieś jeść? - zapytała zmieniając temat.
Sekundę musiałeś ochłonąć, żeby zrozumieć pytanie.
- Jasne, idziemy wszyscy? - Popatrzyłeś na Mię.
- Fantastycznie! Idziemy - rozkazała niemal niższa dziewczyna.
*
To był ten dzień, pierwszy twojego wolontariatu. Czułeś w brzuchu motylki na myśl, że spędzisz trochę czasu wśród osób, które mają z nauką wiele wspólnego. W ogóle zdawało ci się, że im więcej posiedzisz w labie, tym lepiej dla ciebie. Jak to mówią, praktyka czyni mistrza! Wszedłeś na drugie piętro i zacząłeś szukać biura doktorantów Zakładu Chemii. Dotarłeś do odpowiedniego pokoju, przed którym wisiała tabliczka z różnymi nazwiskami, ale interesowało cię jedno - Andreas Paddinger, M.Sc.. Zapukałeś ostrożnie do drzwi, które były lekko uchylone. Od siły uderzeń otworzyły się na oścież. Zaglądnąłeś do środka. Nikogo w środku nie było.
"I co teraz?" - pomyślałeś.
Rozglądnąłeś się po korytarzu. Ani żywej duszy. Czy powinieneś teraz czekać? Jeśli tak, to ile? Zacząłeś w głowie symulować każdy możliwy scenariusz. Zapomniał o tobie? Jednak się rozmyślił?
- Dzień dobry! 
Wzdrygnąłeś się na głos dochodzący zza Twoich pleców. Oczywiście był to twój niesforny doktorant.
- Dzień dobry - odparłeś i poczułeś, jak z tremy pocą ci się pachy.
- Adam, chodź ze mną, musisz mi podpisać parę rzeczy - oświadczył Paddinger, wchodząc do pokoju, przed którym się znajdowaliście. - Spokojnie, nie wezmę na ciebie kredytu. - Doktorant do ciebie znacząco mrugnął jednym okiem i się zaśmiał. - To tylko oświadczenie, że wiesz, że sprzęt jest drogi i jeśli nie będziemy postępować zgodnie z zaleceniami producenta i się zepsuje, to będzie na nas. Logiczne, prawda?
Jego uśmiech wprawiał cię w takie poczucie, że była to najbardziej godna zaufania osoba, jaką spotkałeś. Jego oczy, które tydzień wcześniej wydawały ci się emanować chłodem, teraz raziły sympatycznością. On cały generował wokół siebie taką bardzo przyjazną aurę. Poczułeś się przy nim o dziwo naprawdę komfortowo, mimo że stanowił dla ciebie w zasadzie obcą osobę.
Podpisałeś, co trzeba, po czym doktorant zaprowadził cię do laboratorium. Pokazał, co gdzie jest, opowiedział, co będziecie robić a na koniec kazał ci założyć fartuch.
- Nie pracujemy z niczym niebezpiecznym, ale wolę, żebyś sobie nie zabrudził ubrań - powiedział poczciwie.
Założyłeś na siebie białe ubranie i uśmiechnąłeś się, mówiąc żartobliwie "voilà". Paddinger zmarszczył brwi. Wolnym, ale pewnym ruchem, poprawił ci kołnierz.
- Teraz jest idealnie - oznajmił.
Blondyn podszedł do jednego z blatu i wytłumaczył, co i dlaczego trzeba odważyć, aby sporządzić potrzebny roztwór buforowy. Skupiłeś się wtedy maksymalnie, żeby policzyć naważki.
Na podobnych czynnościach zleciało ci kilka godzin. Pierwszy dzień w laboratorium był naprawdę wyczerpujący. Miałeś wrażenie, że zaraz zemdlejesz z nadmiaru wrażeń i braku jedzenia. Zdecydowanie następnym razem musisz się najeść ZANIM tu przyjdziesz. 
- Dzięki wielkie za dzisiaj. - Blondyn wyglądał na równie zmęczonego co ty.
- To ja dziękuję za to, że dał mi pan szansę tu być - powiedziałeś.
- Może skończymy z tym "panem", co ty na to? Jestem Andreas, a jak wolisz, nawet możesz mówić do mnie Andi - oświadczył wyciągając do ciebie rękę.
Na jego twarzy plasował się szczery uśmiech.
- Adam - odparłeś ściskając jego dłoń.
Palce Andreasa były niezwykle delikatne. Pewnie korzystał z ogromnej ilości kremiku. Jednak jego uścisk był silny, męski. Poczułeś, że jest to osoba, która byłaby w stanie ci zapewnić bezpieczeństwo, nie tylko w labie.
- No, to trzymaj się, do zobaczenia. Wpadaj do mnie, kiedy tylko chcesz - powiedział doktorant i sugestywnie zrobił krok w stronę swojego pokoju.
- Do zobaczenia - pożegnałeś się i jak nieprzytomny ruszyłeś w stronę schodów.
Czułeś ogrom pozytywnych emocji, które przyćmiły nawet twój głód i zmęczenie. Było dobrze. Bardzo ci się podobało, a pan Paddi... Andreas był najbardziej wychillowaną i sympatyczną osobą, na jaką mogłeś trafić. Chciałeś się swoimi przeżyciami podzielić przez Facebooka. Gdy odblokowałeś telefon, twój entuzjazm opadł. Na grupowej konwersacji toczyła się zawzięta dyskusja na temat Festiwalu Nauki, który miał się odbyć już w następnym tygodniu. Koło Naukowe szykowało dużo atrakcji związanych z chemią i biologią, które na pewno byłyby ciekawe. Zawsze lubiłeś zachwyt w oczach dzieciaków, które widziały widowiskowe wydarzenia po raz pierwszy.
- Jeszcze to. Zapomniałem - powiedziałeś do siebie.
Czy chcesz wziąć czynny udział w Festiwalu Nauki?
> Tak, w końcu po coś dołączyłeś do Koła Naukowego!






x

czwartek, 17 stycznia 2019

2 (a.1.1)


- Właściwie, to idę dzisiaj z Michaelem na łyżwy - przyznałeś. - Będzie mi miło, jak się zabierzesz z nami.
Na twarzy Rebeki pojawił się ogromny uśmiech.
- Fantastycznie! - powiedziała. - A spróbowałbyś mi odmówić. W końcu moje towarzystwo to największa nobilitacja, o jakiej można marzyć.
- Chciałabyś. - Prychnąłeś. - Dobra, idę do domu, widzimy się na lodowisku o siedemnastej, okej?
- Jasne, hejka! - Rebeka się uśmiechnęła szeroko i pomachała na pożegnanie.
*
Zbliżała się godzina spotkania. Zacząłeś się zastanawiać, czy dobrze zrobiłeś, że zaprosiłeś Rebekę. W końcu zawsze chodziliście z Michaelem sam na sam, nikogo więcej. Z drugiej strony, przecież ta dwójka się bardzo lubiła. Nic nie powinno pójść nie tak. Znowu za bardzo wszystko analizujesz.
Gdy dotarłeś pod drzwi hali, zastałeś już tam swoją koleżankę, z którą się przywitałeś. Była ubrana w idealnie leżące na niej dresy, które wychodziły spod kurtki. Jej policzki były nieco zarumienione, co dodawało jej uroku. Jej kurtka była zapięta tylko do połowy, więc pod szalikiem dopatrzyłeś się ładnego bawełnianego sweterka. Nagle jej słowa wybudziły cię ze swoistego transu.
- Michi już idzie - oświadczyła.
W rzeczy samej twój ulubiony szatyn już zmierzał do was, ubrany w za dużą kurtkę i opadającą na oczy czapką. Gdy zauważył ciebie, jego oczy się zaświeciły, jednak blask ten znikł równie szybko, gdy zobaczył, kto stoi obok ciebie.
- H-hej - powiedział niepewnie.
- Cześć - powiedzieliście niemal jednocześnie, ty i Rebeka.
Popatrzyliście na siebie i się zaśmialiście.
- Dobra, wchodzimy, skoro jesteśmy tu wszyscy - poleciła blondynka i natychmiast zniknęła w budynku.
- Czekaj, Adam - powiedział jakby smutno Michael i złapał cię za ramię, gdy chciałeś pójść w ślady koleżanki. - Czemu Rebeka tu jest?
- Powiedziała, że chce się nauczyć jeździć na łyżwach. Stwierdziłem, że my ją nauczymy. Niedobry pomysł? - wyjaśniłeś.
- Och. - Michael westchnął. - No, dobra. Po prostu następnym razem, daj mi znać wcześniej, że ktoś z nami idzie, dobrze?
Faktycznie, mogłeś to zrobić, debilu.
- Nie ma sprawy. - Poklepałeś przyjaciela po plecach. - Idziemy?
Michael uśmiechnął się subtelnie i pokiwał głową. W miarę szybko założyliście na nogi ostrze i chwilę później śmigaliście po zmrożonej tafli. Rebeka naprawdę szybko się uczyła i już sama hamowała i nieudolnie starała się robić przeplatankę. Poświęciłeś jej mnóstwo swojej uwagi i spędziliście świetnie czas na śmieszkowaniu. Szatyn natomiast jeździł cały czas gdzieś z boku. Jakby nie chciał uczestniczyć w uczeniu waszej koleżanki. Jednak, gdy tylko wpadała ci do głowy myśl, żeby jakoś go zaangażować, wtedy Rebeka wpadała na ciebie, albo bezpośrednio na lód i pomagałeś jej wstawać. Po wszystkim Michael bardzo szybko się ubrał i rzucił na pożegnanie tylko suche "hej".
- Ma zły humor? - odezwała się Rebeka wiążąc buta.
- Być może - mruknąłeś. - Dziwnie się zachowywał.
- Przejdzie mu, w końcu to Michi - stwierdziła blondynka i pstryknęła palcami. - To, kiedy idziemy znowu na łyżwy?
- Następne parę dni mam ultra zawalone, ale myślę, że jakieś popołudnie dla ciebie znajdę - odparłeś.
- Świetnie! - Rebeka się szeroko uśmiechnęła i ciebie uścisnęła, przytykając swój policzek do twojego. - Muszę lecieć, bo mam za trzy minuty autobus, trzymaj się ciepło!
Poczułeś w swoim środku jakieś wszechogarniające ciepło, gdy obserwowałeś, jak zgrabnym krokiem Rebeka odchodzi od ciebie i znika za wyjściowymi drzwiami. Przetarłeś twarz dłonią i starałeś się zastanowić, co masz dzisiaj jeszcze do zrobienia na uczelnię.
*
Dzień był bardzo słoneczny, przez co leżący przy chodnikach śnieg raził cię w oczy. Temperatura oscylowała w okolicach zera stopni, więc gdzieniegdzie bardziej niż śnieg zalegała właściwie podtopiona breja. W ciągu ostatnich kilku dni wybrałeś się z Rebeką jeszcze raz na lodowisko, tym razem bez Michaela. Zacząłeś też pisać z nią więcej niż zwykle. Mimowolnie nie zauważyłeś, że od trzech dni twój przyjaciel się do ciebie nie odzywał. Byłeś zbyt zajęty Kołem Naukowym i swoim nowym łyżwiarskim uczniem. 
- Hej, Michi - przywitałeś się, gdy zobaczyłeś brązowookiego pod salą laboratoryjną.
- O, hej - przywitał się i się uśmiechnął, ale bez zwyczajnego blasku.
- Wszystko w porządku? - zapytałeś zbliżając się do niego.
- Tak, ale... - Michi nie dokończył, bo mu przerwano.
- Wykułam się jak głupia na ten przedmiot! - krzyknęła Mia. - Wątpię, żeby ten cały magister ogarniał lepiej ode mnie temat.
- Co ty masz do Paddingera? - zapytałeś.
- Wydaje się być strasznie roztrzepany i dużo się mylił na ostatnich zajęciach - stwierdziła Mia. 
-  Nie wiem, ja go lubię - powiedziała Rebeka, dosłownie wchodząc w rozmowę. - Hejka, Adam!
- Hej - przywitałeś się i podszedłeś do niej. - Gotowa na laby?
- Pewnie. - Morskooka zgarnęła włosy za ucho.
- Dzień dobry!
Usłyszeliście wesoły głos doktoranta, który właśnie otarł się o waszą dwójkę, próbując dojść do drzwi sali. Popatrzyliście na siebie zdezorientowani. Wtedy Rebeka zbliżyła się do ciebie i szepnęła ci do ucha.
- Sama bym go brała, ale nie narzekałabym, jakbyś ty też go brał.
Poczułeś oblewającą cię czerwień.
- Dlaczego w ogóle to powiedziałaś? - zapytałeś zażenowany.
- Żebyś się poczuł niekomfortowo. - Rebeka się uśmiechnęła szeroko  i weszła do otwartej już sali.
Twoja grupa rozgościła się przy blatach laboratoryjnych. Zacząłeś obserwować każdy ruch doktoranta. Faktycznie krzątał się tak, jakby sam nie wiedział, po co tu przyszedł. Dotykał się po całym ciele, szukając kieszeni, w której pewnie coś miał mieć. Wtem wyciągnął ze swojego plecaczka długopis i usiadł na stołku. Po czym wstał i podrapał się po głowie. Wzrokiem przeleciał całą salę, po czym jego niebieskie oczy zatrzymały się na tobie. Poczułeś coś w środku, ciężko powiedzieć, czy lęk, czy ekscytację.
- Poszedłby pan po zlewkę dziesięć mililitrów? - odezwał się do ciebie.
- Przepraszam, ale takiej nie ma! - wtrąciła Mia.
Paddinger zdezorientowany popatrzył na ciebie i się uśmiechnął.
- Zapomniałem, że ćwiczenia są takie ubogie w sprzęt - powiedział do siebie. - W takim razie, nie musi pan iść, użyjemy zlewki dwadzieścia pięć, którą mamy na sali
Uśmiechnąłeś się nieco zdezorientowany. Doktorant popatrzył na spektrofotometr, potem na roztwory, które stały w buteleczkach na blacie przed nim.
- O, fantastycznie, jednak mam dla pana zadanie specjalne, proszę przygotować pięćdziesiąt mililitrów roztworu zasady sodowej, dziesięciokrotnie rozcieńczonego - poprosił cię.
Wykonałeś polecenie, które szczerze było najciekawszą częścią tych zajęć. Potem patrzyliście, jak na zmianę Mia i Paddinger robili wszystkie czynności i dyskutowali, czy to, jak to robią, jest poprawną metodą czy nie. Za każdym razem dochodzili do tego, że rację miał jednak doktorant, co w jakiś nieokreślony sposób bardzo irytowało dziewczynę.
- I to by było na tyle - oznajmił doktorant, gdy skończył tłumaczyć, jak powinno się opracować wyniki, które tego dnia uzyskaliście. - Prześlijcie w ciągu tygodnia sprawozdanie. W razie czego, możecie do mnie pisać i przychodzić do mojego pokoju na drugim piętrze.
Zaczęliście składać swoje papiery i zeszyty, gdy nagle Paddinger złapał się za czoło tak gwałtownie, że po sali rozszedł się głuchy plask.
- Słuchajcie, ja wiem, że może to wcześnie, bo jesteście na dopiero na pierwszym roku, ale jeśli ktoś z was by chciał mi trochę pomóc z moją pracą naukową, szukam wolontariusza. Nic na siłę oczywiście i to nic zobowiązującego, ale myślę, że praktyka w labie przyda się wam wszystkim, a ja też każdą pomoc przyjmę z otwartymi ramionami, bo mam totalny zapieprz... znaczy... mam dużo na głowie. - Blondyn zdając sobie sprawę, co powiedział, zmarszczył brwi i przyłożył dłoń do skroni. - Tak czy siak, do widzenia.
Większość grupy była znudzona i wyszła obojętnie z sali, ale ty na progu się zawahałeś. Wolontariat na pierwszym roku? Brzmi szalenie, ale może warto? Paddinger wydaje się być bardzo przystępny i sympatyczny. Zresztą inteligentny też jest, w końcu miał dzisiaj rację we wszystkich sporach z Mią. A sama Mia powtarzała, że wolontariat jest super sprawą i miała iść do któregoś zakładu, chyba genetyki. Mogłoby to ci dużo dać. Zresztą spędzanie dodatkowego czasu z tym uroczym doktorantem brzmi jak niezła sprawa. Tylko czy masz na to czas? Dołączyłeś do Koła Naukowego, masz uczyć Rebekę jazdy na łyżwach, a do tego bardzo nie chciałeś zaniedbać swojej zwykłej nauki i przyjaciół. 
Stałeś tak tuż za drzwiami sali czując, że jeśli teraz się nie zdecydujesz, to nigdy tego nie zrobisz.
Czy chcesz iść na wolontariat do pana Paddingera?
> Nie, przecież nie mogę zaniedbać innych obowiązków.

wtorek, 1 stycznia 2019

1 (a.1)



Styczniowe słońce powoli chyliło się ku zachodowi, gdy skończyliście ostatnie zajęcia. Większość osób z roku wydawała się być zmęczona tak samo, jak przed przerwą świąteczną. Ty jednak miałeś na twarzy lekki uśmiech, bo te kilka zajęć spędziłeś na rozmyślaniu, czy dołączyć do Koła Naukowego i wreszcie doszedłeś do wniosków, że więcej plusów będziesz mieć z członkostwa niż z wolnego czasu, którego i tak nie wykorzystujesz inaczej niż na graniu na kompie i chatowaniu z Michaelem. Mia kilkukrotnie powtarzała, że popołudniu miało mieć miejsce noworoczne spotkanie Koła i zapraszała na nie każdego, kogo spotkała na korytarzu. Wliczając w to jednego doktoranta, Josepha, którego pomyliła z drugoroczniakiem.

- Czyli jednak się zdecydowałeś? - dopytywał cię Michael, poprawiając swoją ciemną grzywkę.

- Tak - przytaknąłeś. - Ale nie myśl sobie, że mam zamiar poświęcić Kołu czas kosztem naszego wspólnego.

- Poważnie? - Michaelowi zaświeciły się oczy.

- Raczej! - zapewniłeś. - Tak czy siak, teraz muszę znaleźć salę, w której odbywa się to spotkanie. Trzymaj się, Michi.

Podreptałeś na pierwsze piętro, szukając Pokoju Koła. Jakby się zastanowić, nigdy nie zapuszczałeś się w to skrzydło budynku. Na ścianach wisiało kilka tablic korkowych, do których przypięte były plakaty i zdjęcia będące śladami aktywności Koła Naukowego. Wtem dochodząc do zakrętu korytarza, usłyszałeś kroki zza rogu. Ledwo dałeś radę uniknąć zderzenia z nadchodzącą osobą.

- O, przepraszam! - powiedział blondyn, na którego wpadłeś.

Zdezorientowany powiedziałeś to samo i po sekundzie zauważyłeś, że ten ktoś, to pan Paddinger.

- Dzień dobry - przywitałeś się.

- Dzień dobry - odparł. - Miałem z Tobą dzisiaj zajęcia, nie mylę się? - Jego oczy się lekko zmrużyły w skupieniu.


- Tak, tak - przytaknąłeś.

- A właśnie. - Doktorant pstryknął palcami. - Nie idziesz może na noworoczne spotkanie Koła? Mój szef zakładu jest ich opiekunem i poprosił mnie, żebym podrzucił im parę papierów, ale szczerze mówiąc, chyba się zgubiłem. - blondyn się zaśmiał. - Sześć lat na tym Wydziale to wciąż za mało.

- Właściwie, to idę - przytaknąłeś. - Pokój Koła powinien być w zasadzie zaraz tu obok, gdzie pan przechodził.

Zrobiłeś parę kroków omijając doktoranta i wskazałeś palcem na drzwi obok, na których był wielki napis "SKNWB". Pan Paddinger popatrzył z niedowierzaniem, po czym schował twarz w swojej dłoni.

- Dziękuję - powiedział i obdarzył cię dużym uśmiechem.

Potem bez słowa wszedł do sali i zanim zdążyłeś za nim wejść, już wychodził, co poskutkowało w waszym zderzeniu w progu drzwi.

- Przepraszam, znowu - powiedział doktorant zawstydzony nieco i szybko podreptał w stronę windy.

Poczułeś na policzkach swoiste ciepło, które starałeś się opanować, bo nie chciałeś, żeby którykolwiek z członków Koła widział Twoje rumieńce. Rozglądnąłeś się po sali. Na środku znajdowały się małe stoliki połączone w jeden długi, przy którym siedziało kilkunastu studentów z różnych lat. Przy jego końcu stała dumnie Mia, przewodnicząca Koła Naukowego i zawzięcie opowiadała coś o planach na Nowy Rok. Gdy zobaczyła ciebie, uśmiechnęła się i na ułamek sekundy zamilkła, ale po tym wróciła do swojego wątku. Gdy usiadłeś przy stole, paru członków Koła popatrzyło na ciebie i zlustrowało wzrokiem, jednak byłeś pewien, że to przez zupełne znudzenie tym, co mówiła Mia. Stwierdziłeś, że skoro już tam byłeś, to postarasz zrobić dobre wrażenie na innych i każdemu, kto patrzył na ciebie jak na nowy okaz w zoo, posyłałeś ciepły uśmiech.

Po trzydziestu minutach spotkanie było już skończone. Ustaliliście parę ważnych kwestii, między innymi dotyczących dofinansowań wyjazdów i nadchodzącego Festiwalu Nauki, który miał się odbyć na waszym Wydziale.

- Hejka, Ad! - krzyknęła Mia, gdy zobaczyła, że chcesz wyjść razem z resztą studentów.

- Ad? Co to za zdrobnienie? - zapytałeś zdezorientowany.

- Bardzo cieszę się, że jednak przyszedłeś! - mówiła na jednym tchu Mia. - Łap formularz dotyczący członkostwa. Na początku wejdziesz w okres próbny, ale to nie trwa długo i potem możesz już korzystać z pełnych profitów i w ogóle. - Mia popatrzyła na zegarek. - Ojej! Muszę już lecieć. Trzymaj się z Ad! - Dziewczyna cię przytuliła i wybiegła na korytarz.

Zostałeś sam w pomieszczeniu. Niepewnie zabrałeś klucz od Pokoju Koła leżący na biurku i postanowiłeś odnieść go do portierni.

*

Siarczysty mróz kłuł niemiłosiernie w policzki, a bezchmurne niebo, na którym wolno i nisko przetaczało się słońce, nic nie pomagało. Idąc na uczelnię owinąłeś się porządnie szalikiem i założyłeś najcieplejszą czapkę, jaką miałeś, dzięki czemu nie odczuwałeś zbytnio tego przeraźliwego chłodu. W głębi duszy się z niego wręcz cieszyłeś, bo taka pogoda jest idealna na łyżwy, a tak się składało, że byłeś umówiony tamtego dnia na wyjście na lodowisko z Michaelem. Co ciekawe, twój przyjaciel bardzo nalegał, żeby pójść jak najszybciej. Wydawało się, że zależało mu na tym wyjściu bardziej niż zazwyczaj. Zacząłeś się zastanawiać, czy może tak naprawdę nie potrzebował wyjścia z tobą gdziekolwiek samemu i zwyczajnie pogadać, ale jak się przekonałeś, nie zachowywał się tego dnia, jak ktoś z problemem, więc odetchnąłeś nieco z ulgą.

Na którymś okienku siedziałeś z Rebeką, która od niechcenia przeglądała media społecznościowe. Nagle się ożywiła.

- Już wiem, czego chcę! - oznajmiła w przestrzeń.

- O, proszę. - Zaśmiałeś się.

- Chcę się nauczyć jeździć na łyżwach. Najlepiej jak najszybciej! - Dziewczyna zagarnęła swoje włosy za ucho i popatrzyła na ciebie pełna nadziei. - Przecież ty umiesz jeździć!

- Zgadza się - przytaknąłeś. - A co, chcesz, żebym poświęcił ci swój cenny czas i pokazał co nieco na lodowisku?

Rebeka założyła ręce i podniosła jedną brew.

- Czy szanowny panicz ma jakieś obiekcje?

- Właściwie, to chętnie cię pouczę - przyznałeś.

- Fantastycznie - Rebeka się uśmiechnęła i położyła rękę na twoim ramieniu. - Masz dzisiaj czas? Możemy zacząć nasze "lekcje" - mówiła robiąc cudzysłów palcami - od zaraz.

Właściwie dobrze się składało. I tak szedłeś tego dnia na łyżwy, więc mógłbyś to połączyć. Dwie pieczenie na jednym ogniu, prawda?

Czy chcesz zaprosić Rebekę na łyżwy z Michaelem?

> Nie, wolę iść sam na sam z Michaelem









x

sobota, 29 grudnia 2018

Adam


- Adam - odparłeś, gdy sytuacja zaczęła się robić niezręczna. - Schmidt.
- A to ciekawe, bo jestem pewien, że cię wyczytałem, ale się nie odezwałeś - oznajmił doktorant. - W każdym razie, już zaznaczam, że jednak jesteś, ale proszę, nie śpij mi na prelekcji, okej? 
Prowadzący posłał w twoją stronę szeroki uśmiech, który bez zastanowienia odwzajemniłeś.
- Dobra, powinienem się przedstawić - stwierdził doktorant wstając zza biurka i poprawił okulary. - Nazywam się Andreas Paddinger, jak pewnie się domyślacie, pracuję w zakładzie chemii i poprowadzę z wami dzisiejsze oraz następne ćwiczenia. Całe szczęście, w przyszłym tygodniu będziemy mieli proste laboratoria. Dzisiaj musicie się trochę ze mną wynudzić na teorii.
Ty jakoś się nieszczególnie przejąłeś perspektywą nudzenia się z nim. Pan Paddinger od razu wydał ci się bardzo sympatyczny i wyluzowany. Do tego tłumaczył wszystko bardzo klarownie i był pełen życia. Te ćwiczenia zleciały ci zdecydowanie szybciej niż zazwyczaj.
- I tak oto dochodzimy do końca tej prezentacji - oznajmił prowadzący, widząc slajd z wielkim napisem "dziękuję za uwagę". - Także dziękuję za dzisiaj, widzimy się za tydzień, ale pod salą laboratoryjną, pamiętajcie! Acha, jakby co, zawsze możecie wpadać do mnie na konsultacje, tylko napiszcie tak z dzień lub dwa wcześniej.
Pan Paddinger zaczął zbierać swoje pomoce naukowe i wyłączył komputer. W tym czasie studenci zdążyli wyjść na korytarz. Dopiero wtedy miałeś szansę przywitać się ze swoimi przyjaciółmi.
- Hej, Adam! - z radością powiedział Michael, podając ci rękę.
Michael był troszkę niższym od ciebie szatynem o brązowych oczach. Pochodzi z Getyngi i też tutaj spędził w zasadzie całe życie. Był bardzo poczciwy i uśmiechnięty. Czasami denerwowała cię w nim jego niska samoocena, bo w twoich oczach był świetnym facetem, który jakby się postarał, mógłby zdobyć serce każdej dziewczyny. Jednak cały czas był sam i czasami zwierzał ci się ze swoich smutków. Znaliście się tylko od początku roku akademickiego, ale dogadujecie się fantastycznie i nie zamieniłbyś go na żadnego innego przyjaciela.
- Cześć, Michi, dobrze cię widzieć. - Odwzajemniłeś uścisk dłoni. - Święta spędziłeś w domu z mamą?
- Też z ciocią i wujkiem. Tak samo sylwestra - przytaknął Michael. - Wujek kupił świetną baterię fajerwerków. Robiły wrażenie.
- No, to super. - Uśmiechnąłeś się szeroko.
Wtem zauważyłeś najfajniejszą dziewczynę na roku, Rebekę. Jej ciemne blond włosy spływały po jej ramionach otaczając jej okrągłą twarz. Szczyciła się morskimi oczami i zawsze pasującą do nich bluzką lub sweterkiem. Była zawsze wyluzowana, wesoła oraz cyniczna i szczera do bólu. Nie było na roku nikogo, kto by jej nie lubił. Szczerze wątpiłeś, czy w ogóle byłoby to termodynamicznie możliwe.
- Hejka, Rebeka - przywitałeś się, robiąc sztuczny słodziutki głosik.
- Hejka - odparła i przytuliła się do Ciebie.
- No i co sądzicie o tych ćwiczeniach? - wtrąciła się Mia.
Była to niska dziewczyna w okularach. Jej żywiołowy zapał do nauki nieraz wypływał z niej bez jakiejkolwiek kontroli. Jej oczy świeciły intensywnym złotem, jak świeżo lane piwo. Jej usta były drobne, ale otwierały się tak często, że samym tym nadrabiały. Lubiłeś z nią spędzać czas, bo nigdy nie było między wami niezręcznej ciszy, a i często dowiadywałeś się od niej wielu ciekawostek. Niestety jej dużą wadą był całkowity brak taktu.
- Whatever. - Najwyższy chłopak ubrany w skórzaną kurtkę wzruszył ramionami. - Szczerze, mam do tego to samo, jak do każdych poprzednich ćwiczeń. Niby spoko, ale nie wiem, po co w ogóle się tego uczymy.
Wysoki szatyn o jasnych oczach miał na imię Halvor i był w połowie Norwegiem. Od początku studiów wydaje ci się, że nie wie, co robi na uczelni. Nie wiadomo tak naprawdę, czy podobało mu się cokolwiek, czego się tu uczyliście, ani czy widzi się w przyszłości jako biotechnologa. Ale mimo to, wszystkie kolokwia zaliczał bez problemu, choć nie na najwyższe oceny.
- Nie ciebie pytałam! - zarzuciła Mia, która spodziewała się zerowego entuzjazmu od Halvora. - Co ty sądzisz, Aga?
Agatha była cichą, szczupłą osóbką, która nie lubiła być w centrum uwagi. Jej blond włosy sięgały ledwo za uszy, a brązowe oczy wyrażały zazwyczaj nie więcej niż sen na jawie o byciu w zupełnie innym miejscu. Z całej ekipy jej było najtrudniej zdawać wszystkie przedmioty, bo skończyła słabe liceum na prowincji. Była inteligentna, ale bardzo jej brakowało solidnych podstaw.
- Ja sama nie wiem - odpowiedziała, spuszczając wzrok w dół. - Muszę więcej poczytać, bo nie jestem nawet pewna, czy zrozumiałam, o czym mówił do nas ten prowadzący.
- Mi się bardzo podobało, jak nam pokazywał te wszystkie struktury przestrzenne! Świetna sprawa! - nagle wyskoczyła Mia, jakby zupełnie ignorując koleżankę.
- Mi to się bardziej spodobał sam pan Paddinger - oświadczyła Rebeka znacząco puszczając do ciebie oczko.
Uśmiechnąłeś się, bo w rzeczy samej, pan Paddinger był niczego sobie. Lekko zarumieniłeś się, gdy zobaczyłeś, że Michael powstrzymywał się od śmiechu. Oczywistym było, że zauważył, jak się gapiłeś na prowadzącego.
- Nie wiem, zwykły był - Mia wzruszyła ramionami. - Magister, jak magister.
Rebeka przewróciła oczami.
- A właśnie! - Mia znowu wybuchła. - Adam, miałeś się zastanowić, czy nie chcesz się przyłączył do mojego Koła Naukowego! Podjąłeś jakąś decyzję?
- Wiesz, jakoś nie miałem do tego głowy przez Święta - przyznałeś. - Ale fajnie by było. Chyba.
- Oczywiście, że fajnie! - zapewniła Mia. - Co chwilę są jakieś dofinansowania na fajne szkolenia, seminaria, organizujemy dużo eventów! Zresztą za dwa tygodnie będzie jeden, zdążyłbyś się zaangażować!
- Przecież w tych eventach można brać udział, nie będąc w Kole Naukowym. Ja taki mam zamiar - oznajmiła Rebeka.
- Jeju, to kompletnie nie dla mnie - zaśmiała się nerwowo Agatha.
- Dlaczego? - Mia się zdziwiła, zupełnie nie zdając sobie sprawy z kłopotów w nauce Agathy. - Przecież to świetna sprawa! Już nie mówiąc, że będąc członkiem Koła Naukowego łatwiej jest się dostać na wolontariat do któregoś z naukowców na naszym wydziale!
- No, już, spokojnie, Mia, bo ci żyłka pęknie - zażartował Halvor i bez słowa wyszedł zapalić.
- Słucham? - Mia się zagotowała.
- Później może wrócimy do tematu, dobrze? - zaproponowałeś. - Chciałem jeszcze teraz sobie przypomnieć, co było ostatnio na wykładzie z biologii.
- Dobra myśl! Chodź, Aga, usiądźmy sobie w głównym holu! - rozkazała niemal Mia, ciągnąc koleżankę ze sobą.
Zostaliście przed seminarką w trójkę. Spojrzałeś na Michaela, który jakby tęsknym wzrokiem patrzył na odchodzące dziewczyny.
- A ty co sądzisz o pomyśle dołączenia do Koła? - zapytałeś przyjaciela.
- Myślę, że starczają mi na razie obowiązki w domu i nauka, którą mam. Ale ty, jak chcesz, to się zapisz. No wiesz, cokolwiek nie postanowisz, to ja cię popieram, nawet jeśli będziesz mieć dla mnie mniej czasu - powiedział pewnym głosem.
- Och, jakiż ty jesteś uroczy, Michi - powiedziała Rebeka kładąc swoją dłoń na jego policzku. - Aż zazdroszczę Adamowi takiego przyjaciela.
Cała trójka się zaśmiała.
- Kurczę, sam nie wiem, co zrobić. Pomyślę jeszcze o tym później - postanowiłeś.
Faktycznie stanąłeś przed dużym wyborem.
Czy chcesz dołączyć do Koła Naukowego?
> Nie, wolę się skupić na innych rzeczach.