Tak, to dobra decyzja. Andreas na pewno ci pomoże w nauce. Postanowiłeś, że nie będziesz zwlekał i pójdziesz do niego natychmiast. Wiedziałeś, że twój doktorant lubił pracować do późna. Nawet nie pomyślałeś, żeby do niego napisać, bo przecież odpisałby ci dopiero jutro, względnie za tydzień. Zupełnie nie zastanawiając się, dotarłeś na wydział i rzuciłeś ciepłe "dobry wieczór" do pana z portierni. W oka mgnieniu znalazłeś się na piętrze. Drzwi do laboratorium Zakładu Chemii były zamknięte, ale postanowiłeś pójść do pokoju doktorantów. Korytarz straszył nietypową ciemnością. Poczułeś się trochę nieswojo. W sercu zalęgły się wątpliwości, że może jednak Andreasa już nie ma na wydziale. Zza zakrętu zobaczyłeś zimne światło padające z jego pokoju na posadzkę. Usłyszałeś nagle nieznany tobie męski głos. W miarę zbliżania się do przymkniętych drzwi, słowa były coraz bardziej zrozumiałe i wyraźne.
- To bez sensu.
Tedy usłyszałeś miły dla twoich uszu głos twojego doktoranta.
- Nic na to nie poradzę. Czujniki naprawdę nic nie wykrywają - Andreas wydawał się być spięty.
Podszedłeś bliżej i przywarłeś niemal do drzwi, żeby wszystko lepiej słyszeć.
- Będziesz musiał wrócić do bazy. Wyślemy kogoś innego, bardziej kompetentnego - oświadczył głos.
- Ale, jak to? Mam tu jeszcze coś do zrobienia... - Andreas zamilkł na chwilę. - Chcecie wprowadzić tu nowego agenta? Przecież takie mieszanie to jest...
- Wiem, co chcesz powiedzieć - przerwał mu głos. - Bądź spokojny to już nie jest w twoim interesie.
Wtem oparłeś się za bardzo o niezamknięte dokładnie drzwi i wpadłeś do pokoju. Na samym środku znajdował się ogromny hologram, rażący zimnym błękitem. Z jego środka nieco zdezorientowany patrzył na ciebie starszy mężczyzna, ubrany w minimalistyczny szary mundur. Po sekundzie spojrzałeś na Andreasa, który z szeroko otwartą buzią i przerażeniem wpatrywał się w twoje oczy.
- Agencie, to jest niedopu... - głos nie dokończył zdania, ponieważ hologram został wyłączony.
Blondyn podszedł do ciebie, trzęsąc się trochę i szepnął, drżącym głosem.
- Adam, nie powinieneś był tu przychodzić.
- Przepraszam, ja... tylko chciałem zapytać o radę na egzamin...
- Teraz to już nie ma znaczenia, stało się. - Doktorant westchnął i przetarł oczy dłonią, ściągnąwszy okulary. - Pewnie zastanawiasz, co się właściwie stało.
- No, trochę tak.
Andreas popatrzył gdzieś w przestrzeń.
- Posłuchaj, nieważne, co się teraz stanie, ze mną jesteś bezpieczny, okej? - Blondyn położył swoją dłoń na twoim ramieniu.
Gdzieś w mętliku w głowie, jaki miałeś, wyłoniło się nieograniczone zaufanie, jakim darzyłeś osobę przed sobą. Przytaknąłeś, na co Andreas przyciągnął cię do siebie. Po czułeś ciepło w sercu. Nagle ujrzałeś światło wyłaniające się z drugiej dłoni blondyna. Chyba pochodziło z jakiegoś urządzenia. Pomieszczenie całe zalało się tymże blaskiem. Zamknąłeś na moment oczy, a gdy znowu je otworzyłeś byłeś, byliście w zupełnie innym miejscu. Stalowe ściany i antypoślizgowa podłoga oświetlane były przez lampy znajdujące się wzdłuż podłogi oraz sufitu. Andreas miał na sobie coś jakby kombinezon, ściśle przylegający do jego ciała.
- Okej, co się dzieje? Gdzie jesteśmy? - Zacząłeś panikować.
- Hej, spokojnie. - Blondyn starał się ciebie uspokoić, przytulając cię. - Nie wiem, czy jesteś gotowy na prawdę...
- Jestem! - powiedziałeś głośniej. - Powiedz mi, co się dzieje!
- To jest dłuższa historia. Chodźmy może gdzieś usiąść.
Posłusznie poszedłeś za blondynem, który zaprowadził cię za rękę do pomieszczenia z trzema fotelami i posadził cię na jednym z nich, siadając obok.
- Ja... podróżuję.
Mocno musiałeś się powstrzymywać, żeby z twoich ust nie wyleciało pretensjonalne "łatafak ekskjuzmi".
- No i?
Andreas podrapał się w tył głowy.
- Podróżuję w czasie. - Chwilę obserwował twoją reakcję, po czym kontynuował. - Pracuję... choć może lepiej powiedzieć "pracowałem", dla agencji, która zajmuje się wykrywaniem anomalii czasoprzestrzennych i badania, skąd się wzięły. Zazwyczaj są wynikiem nieudanych prób skoku w czasie i raczej teraz powinno być podobnie, ale... być może się pomyliliśmy.
Twoja głowa eksplodowała, a chciałeś tylko dobrze napisać egzamin z chemii.
- Słuchaj, nie powinienem łączyć się z dowództwem w takich okolicznościach. Może wystarczyłoby zamknąć drzwi... Heh, być może to moja wina. Te anomalie były spowodowane najpewniej nami.
- Wiesz, że rozumiem tak piąte przez dziesiąte, co do mnie mówisz, prawda? - upewniłeś się, ale Andreas jakby nie usłyszał tych słów.
- Teraz będą nas ścigać w celu uciszenia, ale ja nie pozwolę, żeby nas znaleźli. Nie pozwolę, żeby cię skrzywdzili.
Zacząłeś się zastanawiać, czy nie jesteś w ukrytej kamerze.
- Twoje życie przestało istnieć, za pewne z mojej winy, ale zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby to, które nas czeka było tego warte, dobrze?
Andreas cię mocno przytulił i zaczął mierzwić twoje włosy. Na moment zatonąłeś w tej rozkoszy, ale po chwili ogarnęło cię jedno wielkie...
Co do kurwy?
-KONIEC-