piątek, 18 stycznia 2019

3 (a.1.1.1)


Z uśmiechem i niedowierzaniem, co właśnie miałeś zrobić, zawróciłeś do sali i dostrzegłeś pana Paddingera, który niezdarnie uzbierał wszystkie swoje materiały i już miał ruszać do wyjścia. Gdy ciebie zobaczył, uśmiechnął się ukazując swoje białe ząbki.
- Czegoś zapomniałeś? - zapytał.
- Nie do końca - powiedziałeś, trzęsącym się głosem.
Z jakiegoś powodu przeszło ci przez myśl, że fajnie byście wyglądali razem na zdjęciu.
- Ja... - Język w ustach nagle ci wydał się być ogromny i zdrętwiały. - Ja bym chciał być pana wolontariuszem, oczywiście, nie za dużo umiem, ale...
Mina doktoranta nagle spoważniała.
- Bardzo szybko się uczę, tylko na początku będę potrzebował dużo tłumaczenia... Będę dawał z siebie wszystko - mówiłeś bardzo cienkim jak na siebie głosem.
Patrzyłeś na tę kamienną twarz Paddingera z przerażaniem. Wyglądał jak nie on. Zazwyczaj jego oczy były o wiele żywsze, ale teraz panował w nich jedynie okrutny chłód.
- Pewnie! Kiedy możesz przyjść? - zapytał, natychmiastowo pogodniejąc.
Przez chwilę miałeś wrażenie, że obaj jesteście równie zdziwieni tą sytuacją.
- Nawet jutro - szybko wypaliłeś.
- Świetnie. - Blondyn patrzył na ciebie, jakby widział cię po raz pierwszy i chciał zapamiętać każdy szczegół.
Staliście szczerząc się do siebie przez dłuższą chwilę.
- To, napiszesz do mnie, o której dokładnie? - zapytał Paddinger, poprawiając wolną ręką swoje okulary. - A ja się zastanowię, co dokładnie będziemy chcieli porobić. W sensie, co ja bym chciał z tobą porobić. Znaczy, co porobić chciałoby się ze mną. - Doktorant zacisnął mocniej usta. -  Wiesz, o co mi chodzi.
Pokiwałeś głową, uśmiechając się jak głupi.
- To, do widzenia - pożegnałeś się i wyszedłeś podekscytowany na korytarz.
Przy szatni zastałeś Mię i Rebekę.
- Słuchajcie, idę na wolo do Paddingera i zaraz chyba wybuchnę z podniecenia! - oznajmiłeś.
- Super, wolontariat to świetna sprawa! - od razu załapała Mia. - Ja dosłownie wczoraj byłam u kierownika Zakładu Genetyki i mnie przyjął. Teraz będziemy dwoma wolontariuszami z pierwszego roku! Ale super!
- Totalnie - zawtórowałeś. - pewnie będą nam kazali myć probówki, ale zawsze to jakaś praktyka w obyciu się w laboratorium.
- I tak będzie niesamowicie, mówię ci! - krzyknęła podjarana przewodnicząca Koła Naukowego.
Rebeka tylko się uśmiechnęła i wzruszyła ramionami.
- Idziemy gdzieś jeść? - zapytała zmieniając temat.
Sekundę musiałeś ochłonąć, żeby zrozumieć pytanie.
- Jasne, idziemy wszyscy? - Popatrzyłeś na Mię.
- Fantastycznie! Idziemy - rozkazała niemal niższa dziewczyna.
*
To był ten dzień, pierwszy twojego wolontariatu. Czułeś w brzuchu motylki na myśl, że spędzisz trochę czasu wśród osób, które mają z nauką wiele wspólnego. W ogóle zdawało ci się, że im więcej posiedzisz w labie, tym lepiej dla ciebie. Jak to mówią, praktyka czyni mistrza! Wszedłeś na drugie piętro i zacząłeś szukać biura doktorantów Zakładu Chemii. Dotarłeś do odpowiedniego pokoju, przed którym wisiała tabliczka z różnymi nazwiskami, ale interesowało cię jedno - Andreas Paddinger, M.Sc.. Zapukałeś ostrożnie do drzwi, które były lekko uchylone. Od siły uderzeń otworzyły się na oścież. Zaglądnąłeś do środka. Nikogo w środku nie było.
"I co teraz?" - pomyślałeś.
Rozglądnąłeś się po korytarzu. Ani żywej duszy. Czy powinieneś teraz czekać? Jeśli tak, to ile? Zacząłeś w głowie symulować każdy możliwy scenariusz. Zapomniał o tobie? Jednak się rozmyślił?
- Dzień dobry! 
Wzdrygnąłeś się na głos dochodzący zza Twoich pleców. Oczywiście był to twój niesforny doktorant.
- Dzień dobry - odparłeś i poczułeś, jak z tremy pocą ci się pachy.
- Adam, chodź ze mną, musisz mi podpisać parę rzeczy - oświadczył Paddinger, wchodząc do pokoju, przed którym się znajdowaliście. - Spokojnie, nie wezmę na ciebie kredytu. - Doktorant do ciebie znacząco mrugnął jednym okiem i się zaśmiał. - To tylko oświadczenie, że wiesz, że sprzęt jest drogi i jeśli nie będziemy postępować zgodnie z zaleceniami producenta i się zepsuje, to będzie na nas. Logiczne, prawda?
Jego uśmiech wprawiał cię w takie poczucie, że była to najbardziej godna zaufania osoba, jaką spotkałeś. Jego oczy, które tydzień wcześniej wydawały ci się emanować chłodem, teraz raziły sympatycznością. On cały generował wokół siebie taką bardzo przyjazną aurę. Poczułeś się przy nim o dziwo naprawdę komfortowo, mimo że stanowił dla ciebie w zasadzie obcą osobę.
Podpisałeś, co trzeba, po czym doktorant zaprowadził cię do laboratorium. Pokazał, co gdzie jest, opowiedział, co będziecie robić a na koniec kazał ci założyć fartuch.
- Nie pracujemy z niczym niebezpiecznym, ale wolę, żebyś sobie nie zabrudził ubrań - powiedział poczciwie.
Założyłeś na siebie białe ubranie i uśmiechnąłeś się, mówiąc żartobliwie "voilà". Paddinger zmarszczył brwi. Wolnym, ale pewnym ruchem, poprawił ci kołnierz.
- Teraz jest idealnie - oznajmił.
Blondyn podszedł do jednego z blatu i wytłumaczył, co i dlaczego trzeba odważyć, aby sporządzić potrzebny roztwór buforowy. Skupiłeś się wtedy maksymalnie, żeby policzyć naważki.
Na podobnych czynnościach zleciało ci kilka godzin. Pierwszy dzień w laboratorium był naprawdę wyczerpujący. Miałeś wrażenie, że zaraz zemdlejesz z nadmiaru wrażeń i braku jedzenia. Zdecydowanie następnym razem musisz się najeść ZANIM tu przyjdziesz. 
- Dzięki wielkie za dzisiaj. - Blondyn wyglądał na równie zmęczonego co ty.
- To ja dziękuję za to, że dał mi pan szansę tu być - powiedziałeś.
- Może skończymy z tym "panem", co ty na to? Jestem Andreas, a jak wolisz, nawet możesz mówić do mnie Andi - oświadczył wyciągając do ciebie rękę.
Na jego twarzy plasował się szczery uśmiech.
- Adam - odparłeś ściskając jego dłoń.
Palce Andreasa były niezwykle delikatne. Pewnie korzystał z ogromnej ilości kremiku. Jednak jego uścisk był silny, męski. Poczułeś, że jest to osoba, która byłaby w stanie ci zapewnić bezpieczeństwo, nie tylko w labie.
- No, to trzymaj się, do zobaczenia. Wpadaj do mnie, kiedy tylko chcesz - powiedział doktorant i sugestywnie zrobił krok w stronę swojego pokoju.
- Do zobaczenia - pożegnałeś się i jak nieprzytomny ruszyłeś w stronę schodów.
Czułeś ogrom pozytywnych emocji, które przyćmiły nawet twój głód i zmęczenie. Było dobrze. Bardzo ci się podobało, a pan Paddi... Andreas był najbardziej wychillowaną i sympatyczną osobą, na jaką mogłeś trafić. Chciałeś się swoimi przeżyciami podzielić przez Facebooka. Gdy odblokowałeś telefon, twój entuzjazm opadł. Na grupowej konwersacji toczyła się zawzięta dyskusja na temat Festiwalu Nauki, który miał się odbyć już w następnym tygodniu. Koło Naukowe szykowało dużo atrakcji związanych z chemią i biologią, które na pewno byłyby ciekawe. Zawsze lubiłeś zachwyt w oczach dzieciaków, które widziały widowiskowe wydarzenia po raz pierwszy.
- Jeszcze to. Zapomniałem - powiedziałeś do siebie.
Czy chcesz wziąć czynny udział w Festiwalu Nauki?
> Tak, w końcu po coś dołączyłeś do Koła Naukowego!






x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz