piątek, 18 stycznia 2019

3 (a.1.1.1)


Z uśmiechem i niedowierzaniem, co właśnie miałeś zrobić, zawróciłeś do sali i dostrzegłeś pana Paddingera, który niezdarnie uzbierał wszystkie swoje materiały i już miał ruszać do wyjścia. Gdy ciebie zobaczył, uśmiechnął się ukazując swoje białe ząbki.
- Czegoś zapomniałeś? - zapytał.
- Nie do końca - powiedziałeś, trzęsącym się głosem.
Z jakiegoś powodu przeszło ci przez myśl, że fajnie byście wyglądali razem na zdjęciu.
- Ja... - Język w ustach nagle ci wydał się być ogromny i zdrętwiały. - Ja bym chciał być pana wolontariuszem, oczywiście, nie za dużo umiem, ale...
Mina doktoranta nagle spoważniała.
- Bardzo szybko się uczę, tylko na początku będę potrzebował dużo tłumaczenia... Będę dawał z siebie wszystko - mówiłeś bardzo cienkim jak na siebie głosem.
Patrzyłeś na tę kamienną twarz Paddingera z przerażaniem. Wyglądał jak nie on. Zazwyczaj jego oczy były o wiele żywsze, ale teraz panował w nich jedynie okrutny chłód.
- Pewnie! Kiedy możesz przyjść? - zapytał, natychmiastowo pogodniejąc.
Przez chwilę miałeś wrażenie, że obaj jesteście równie zdziwieni tą sytuacją.
- Nawet jutro - szybko wypaliłeś.
- Świetnie. - Blondyn patrzył na ciebie, jakby widział cię po raz pierwszy i chciał zapamiętać każdy szczegół.
Staliście szczerząc się do siebie przez dłuższą chwilę.
- To, napiszesz do mnie, o której dokładnie? - zapytał Paddinger, poprawiając wolną ręką swoje okulary. - A ja się zastanowię, co dokładnie będziemy chcieli porobić. W sensie, co ja bym chciał z tobą porobić. Znaczy, co porobić chciałoby się ze mną. - Doktorant zacisnął mocniej usta. -  Wiesz, o co mi chodzi.
Pokiwałeś głową, uśmiechając się jak głupi.
- To, do widzenia - pożegnałeś się i wyszedłeś podekscytowany na korytarz.
Przy szatni zastałeś Mię i Rebekę.
- Słuchajcie, idę na wolo do Paddingera i zaraz chyba wybuchnę z podniecenia! - oznajmiłeś.
- Super, wolontariat to świetna sprawa! - od razu załapała Mia. - Ja dosłownie wczoraj byłam u kierownika Zakładu Genetyki i mnie przyjął. Teraz będziemy dwoma wolontariuszami z pierwszego roku! Ale super!
- Totalnie - zawtórowałeś. - pewnie będą nam kazali myć probówki, ale zawsze to jakaś praktyka w obyciu się w laboratorium.
- I tak będzie niesamowicie, mówię ci! - krzyknęła podjarana przewodnicząca Koła Naukowego.
Rebeka tylko się uśmiechnęła i wzruszyła ramionami.
- Idziemy gdzieś jeść? - zapytała zmieniając temat.
Sekundę musiałeś ochłonąć, żeby zrozumieć pytanie.
- Jasne, idziemy wszyscy? - Popatrzyłeś na Mię.
- Fantastycznie! Idziemy - rozkazała niemal niższa dziewczyna.
*
To był ten dzień, pierwszy twojego wolontariatu. Czułeś w brzuchu motylki na myśl, że spędzisz trochę czasu wśród osób, które mają z nauką wiele wspólnego. W ogóle zdawało ci się, że im więcej posiedzisz w labie, tym lepiej dla ciebie. Jak to mówią, praktyka czyni mistrza! Wszedłeś na drugie piętro i zacząłeś szukać biura doktorantów Zakładu Chemii. Dotarłeś do odpowiedniego pokoju, przed którym wisiała tabliczka z różnymi nazwiskami, ale interesowało cię jedno - Andreas Paddinger, M.Sc.. Zapukałeś ostrożnie do drzwi, które były lekko uchylone. Od siły uderzeń otworzyły się na oścież. Zaglądnąłeś do środka. Nikogo w środku nie było.
"I co teraz?" - pomyślałeś.
Rozglądnąłeś się po korytarzu. Ani żywej duszy. Czy powinieneś teraz czekać? Jeśli tak, to ile? Zacząłeś w głowie symulować każdy możliwy scenariusz. Zapomniał o tobie? Jednak się rozmyślił?
- Dzień dobry! 
Wzdrygnąłeś się na głos dochodzący zza Twoich pleców. Oczywiście był to twój niesforny doktorant.
- Dzień dobry - odparłeś i poczułeś, jak z tremy pocą ci się pachy.
- Adam, chodź ze mną, musisz mi podpisać parę rzeczy - oświadczył Paddinger, wchodząc do pokoju, przed którym się znajdowaliście. - Spokojnie, nie wezmę na ciebie kredytu. - Doktorant do ciebie znacząco mrugnął jednym okiem i się zaśmiał. - To tylko oświadczenie, że wiesz, że sprzęt jest drogi i jeśli nie będziemy postępować zgodnie z zaleceniami producenta i się zepsuje, to będzie na nas. Logiczne, prawda?
Jego uśmiech wprawiał cię w takie poczucie, że była to najbardziej godna zaufania osoba, jaką spotkałeś. Jego oczy, które tydzień wcześniej wydawały ci się emanować chłodem, teraz raziły sympatycznością. On cały generował wokół siebie taką bardzo przyjazną aurę. Poczułeś się przy nim o dziwo naprawdę komfortowo, mimo że stanowił dla ciebie w zasadzie obcą osobę.
Podpisałeś, co trzeba, po czym doktorant zaprowadził cię do laboratorium. Pokazał, co gdzie jest, opowiedział, co będziecie robić a na koniec kazał ci założyć fartuch.
- Nie pracujemy z niczym niebezpiecznym, ale wolę, żebyś sobie nie zabrudził ubrań - powiedział poczciwie.
Założyłeś na siebie białe ubranie i uśmiechnąłeś się, mówiąc żartobliwie "voilà". Paddinger zmarszczył brwi. Wolnym, ale pewnym ruchem, poprawił ci kołnierz.
- Teraz jest idealnie - oznajmił.
Blondyn podszedł do jednego z blatu i wytłumaczył, co i dlaczego trzeba odważyć, aby sporządzić potrzebny roztwór buforowy. Skupiłeś się wtedy maksymalnie, żeby policzyć naważki.
Na podobnych czynnościach zleciało ci kilka godzin. Pierwszy dzień w laboratorium był naprawdę wyczerpujący. Miałeś wrażenie, że zaraz zemdlejesz z nadmiaru wrażeń i braku jedzenia. Zdecydowanie następnym razem musisz się najeść ZANIM tu przyjdziesz. 
- Dzięki wielkie za dzisiaj. - Blondyn wyglądał na równie zmęczonego co ty.
- To ja dziękuję za to, że dał mi pan szansę tu być - powiedziałeś.
- Może skończymy z tym "panem", co ty na to? Jestem Andreas, a jak wolisz, nawet możesz mówić do mnie Andi - oświadczył wyciągając do ciebie rękę.
Na jego twarzy plasował się szczery uśmiech.
- Adam - odparłeś ściskając jego dłoń.
Palce Andreasa były niezwykle delikatne. Pewnie korzystał z ogromnej ilości kremiku. Jednak jego uścisk był silny, męski. Poczułeś, że jest to osoba, która byłaby w stanie ci zapewnić bezpieczeństwo, nie tylko w labie.
- No, to trzymaj się, do zobaczenia. Wpadaj do mnie, kiedy tylko chcesz - powiedział doktorant i sugestywnie zrobił krok w stronę swojego pokoju.
- Do zobaczenia - pożegnałeś się i jak nieprzytomny ruszyłeś w stronę schodów.
Czułeś ogrom pozytywnych emocji, które przyćmiły nawet twój głód i zmęczenie. Było dobrze. Bardzo ci się podobało, a pan Paddi... Andreas był najbardziej wychillowaną i sympatyczną osobą, na jaką mogłeś trafić. Chciałeś się swoimi przeżyciami podzielić przez Facebooka. Gdy odblokowałeś telefon, twój entuzjazm opadł. Na grupowej konwersacji toczyła się zawzięta dyskusja na temat Festiwalu Nauki, który miał się odbyć już w następnym tygodniu. Koło Naukowe szykowało dużo atrakcji związanych z chemią i biologią, które na pewno byłyby ciekawe. Zawsze lubiłeś zachwyt w oczach dzieciaków, które widziały widowiskowe wydarzenia po raz pierwszy.
- Jeszcze to. Zapomniałem - powiedziałeś do siebie.
Czy chcesz wziąć czynny udział w Festiwalu Nauki?
> Tak, w końcu po coś dołączyłeś do Koła Naukowego!






x

czwartek, 17 stycznia 2019

2 (a.1.1)


- Właściwie, to idę dzisiaj z Michaelem na łyżwy - przyznałeś. - Będzie mi miło, jak się zabierzesz z nami.
Na twarzy Rebeki pojawił się ogromny uśmiech.
- Fantastycznie! - powiedziała. - A spróbowałbyś mi odmówić. W końcu moje towarzystwo to największa nobilitacja, o jakiej można marzyć.
- Chciałabyś. - Prychnąłeś. - Dobra, idę do domu, widzimy się na lodowisku o siedemnastej, okej?
- Jasne, hejka! - Rebeka się uśmiechnęła szeroko i pomachała na pożegnanie.
*
Zbliżała się godzina spotkania. Zacząłeś się zastanawiać, czy dobrze zrobiłeś, że zaprosiłeś Rebekę. W końcu zawsze chodziliście z Michaelem sam na sam, nikogo więcej. Z drugiej strony, przecież ta dwójka się bardzo lubiła. Nic nie powinno pójść nie tak. Znowu za bardzo wszystko analizujesz.
Gdy dotarłeś pod drzwi hali, zastałeś już tam swoją koleżankę, z którą się przywitałeś. Była ubrana w idealnie leżące na niej dresy, które wychodziły spod kurtki. Jej policzki były nieco zarumienione, co dodawało jej uroku. Jej kurtka była zapięta tylko do połowy, więc pod szalikiem dopatrzyłeś się ładnego bawełnianego sweterka. Nagle jej słowa wybudziły cię ze swoistego transu.
- Michi już idzie - oświadczyła.
W rzeczy samej twój ulubiony szatyn już zmierzał do was, ubrany w za dużą kurtkę i opadającą na oczy czapką. Gdy zauważył ciebie, jego oczy się zaświeciły, jednak blask ten znikł równie szybko, gdy zobaczył, kto stoi obok ciebie.
- H-hej - powiedział niepewnie.
- Cześć - powiedzieliście niemal jednocześnie, ty i Rebeka.
Popatrzyliście na siebie i się zaśmialiście.
- Dobra, wchodzimy, skoro jesteśmy tu wszyscy - poleciła blondynka i natychmiast zniknęła w budynku.
- Czekaj, Adam - powiedział jakby smutno Michael i złapał cię za ramię, gdy chciałeś pójść w ślady koleżanki. - Czemu Rebeka tu jest?
- Powiedziała, że chce się nauczyć jeździć na łyżwach. Stwierdziłem, że my ją nauczymy. Niedobry pomysł? - wyjaśniłeś.
- Och. - Michael westchnął. - No, dobra. Po prostu następnym razem, daj mi znać wcześniej, że ktoś z nami idzie, dobrze?
Faktycznie, mogłeś to zrobić, debilu.
- Nie ma sprawy. - Poklepałeś przyjaciela po plecach. - Idziemy?
Michael uśmiechnął się subtelnie i pokiwał głową. W miarę szybko założyliście na nogi ostrze i chwilę później śmigaliście po zmrożonej tafli. Rebeka naprawdę szybko się uczyła i już sama hamowała i nieudolnie starała się robić przeplatankę. Poświęciłeś jej mnóstwo swojej uwagi i spędziliście świetnie czas na śmieszkowaniu. Szatyn natomiast jeździł cały czas gdzieś z boku. Jakby nie chciał uczestniczyć w uczeniu waszej koleżanki. Jednak, gdy tylko wpadała ci do głowy myśl, żeby jakoś go zaangażować, wtedy Rebeka wpadała na ciebie, albo bezpośrednio na lód i pomagałeś jej wstawać. Po wszystkim Michael bardzo szybko się ubrał i rzucił na pożegnanie tylko suche "hej".
- Ma zły humor? - odezwała się Rebeka wiążąc buta.
- Być może - mruknąłeś. - Dziwnie się zachowywał.
- Przejdzie mu, w końcu to Michi - stwierdziła blondynka i pstryknęła palcami. - To, kiedy idziemy znowu na łyżwy?
- Następne parę dni mam ultra zawalone, ale myślę, że jakieś popołudnie dla ciebie znajdę - odparłeś.
- Świetnie! - Rebeka się szeroko uśmiechnęła i ciebie uścisnęła, przytykając swój policzek do twojego. - Muszę lecieć, bo mam za trzy minuty autobus, trzymaj się ciepło!
Poczułeś w swoim środku jakieś wszechogarniające ciepło, gdy obserwowałeś, jak zgrabnym krokiem Rebeka odchodzi od ciebie i znika za wyjściowymi drzwiami. Przetarłeś twarz dłonią i starałeś się zastanowić, co masz dzisiaj jeszcze do zrobienia na uczelnię.
*
Dzień był bardzo słoneczny, przez co leżący przy chodnikach śnieg raził cię w oczy. Temperatura oscylowała w okolicach zera stopni, więc gdzieniegdzie bardziej niż śnieg zalegała właściwie podtopiona breja. W ciągu ostatnich kilku dni wybrałeś się z Rebeką jeszcze raz na lodowisko, tym razem bez Michaela. Zacząłeś też pisać z nią więcej niż zwykle. Mimowolnie nie zauważyłeś, że od trzech dni twój przyjaciel się do ciebie nie odzywał. Byłeś zbyt zajęty Kołem Naukowym i swoim nowym łyżwiarskim uczniem. 
- Hej, Michi - przywitałeś się, gdy zobaczyłeś brązowookiego pod salą laboratoryjną.
- O, hej - przywitał się i się uśmiechnął, ale bez zwyczajnego blasku.
- Wszystko w porządku? - zapytałeś zbliżając się do niego.
- Tak, ale... - Michi nie dokończył, bo mu przerwano.
- Wykułam się jak głupia na ten przedmiot! - krzyknęła Mia. - Wątpię, żeby ten cały magister ogarniał lepiej ode mnie temat.
- Co ty masz do Paddingera? - zapytałeś.
- Wydaje się być strasznie roztrzepany i dużo się mylił na ostatnich zajęciach - stwierdziła Mia. 
-  Nie wiem, ja go lubię - powiedziała Rebeka, dosłownie wchodząc w rozmowę. - Hejka, Adam!
- Hej - przywitałeś się i podszedłeś do niej. - Gotowa na laby?
- Pewnie. - Morskooka zgarnęła włosy za ucho.
- Dzień dobry!
Usłyszeliście wesoły głos doktoranta, który właśnie otarł się o waszą dwójkę, próbując dojść do drzwi sali. Popatrzyliście na siebie zdezorientowani. Wtedy Rebeka zbliżyła się do ciebie i szepnęła ci do ucha.
- Sama bym go brała, ale nie narzekałabym, jakbyś ty też go brał.
Poczułeś oblewającą cię czerwień.
- Dlaczego w ogóle to powiedziałaś? - zapytałeś zażenowany.
- Żebyś się poczuł niekomfortowo. - Rebeka się uśmiechnęła szeroko  i weszła do otwartej już sali.
Twoja grupa rozgościła się przy blatach laboratoryjnych. Zacząłeś obserwować każdy ruch doktoranta. Faktycznie krzątał się tak, jakby sam nie wiedział, po co tu przyszedł. Dotykał się po całym ciele, szukając kieszeni, w której pewnie coś miał mieć. Wtem wyciągnął ze swojego plecaczka długopis i usiadł na stołku. Po czym wstał i podrapał się po głowie. Wzrokiem przeleciał całą salę, po czym jego niebieskie oczy zatrzymały się na tobie. Poczułeś coś w środku, ciężko powiedzieć, czy lęk, czy ekscytację.
- Poszedłby pan po zlewkę dziesięć mililitrów? - odezwał się do ciebie.
- Przepraszam, ale takiej nie ma! - wtrąciła Mia.
Paddinger zdezorientowany popatrzył na ciebie i się uśmiechnął.
- Zapomniałem, że ćwiczenia są takie ubogie w sprzęt - powiedział do siebie. - W takim razie, nie musi pan iść, użyjemy zlewki dwadzieścia pięć, którą mamy na sali
Uśmiechnąłeś się nieco zdezorientowany. Doktorant popatrzył na spektrofotometr, potem na roztwory, które stały w buteleczkach na blacie przed nim.
- O, fantastycznie, jednak mam dla pana zadanie specjalne, proszę przygotować pięćdziesiąt mililitrów roztworu zasady sodowej, dziesięciokrotnie rozcieńczonego - poprosił cię.
Wykonałeś polecenie, które szczerze było najciekawszą częścią tych zajęć. Potem patrzyliście, jak na zmianę Mia i Paddinger robili wszystkie czynności i dyskutowali, czy to, jak to robią, jest poprawną metodą czy nie. Za każdym razem dochodzili do tego, że rację miał jednak doktorant, co w jakiś nieokreślony sposób bardzo irytowało dziewczynę.
- I to by było na tyle - oznajmił doktorant, gdy skończył tłumaczyć, jak powinno się opracować wyniki, które tego dnia uzyskaliście. - Prześlijcie w ciągu tygodnia sprawozdanie. W razie czego, możecie do mnie pisać i przychodzić do mojego pokoju na drugim piętrze.
Zaczęliście składać swoje papiery i zeszyty, gdy nagle Paddinger złapał się za czoło tak gwałtownie, że po sali rozszedł się głuchy plask.
- Słuchajcie, ja wiem, że może to wcześnie, bo jesteście na dopiero na pierwszym roku, ale jeśli ktoś z was by chciał mi trochę pomóc z moją pracą naukową, szukam wolontariusza. Nic na siłę oczywiście i to nic zobowiązującego, ale myślę, że praktyka w labie przyda się wam wszystkim, a ja też każdą pomoc przyjmę z otwartymi ramionami, bo mam totalny zapieprz... znaczy... mam dużo na głowie. - Blondyn zdając sobie sprawę, co powiedział, zmarszczył brwi i przyłożył dłoń do skroni. - Tak czy siak, do widzenia.
Większość grupy była znudzona i wyszła obojętnie z sali, ale ty na progu się zawahałeś. Wolontariat na pierwszym roku? Brzmi szalenie, ale może warto? Paddinger wydaje się być bardzo przystępny i sympatyczny. Zresztą inteligentny też jest, w końcu miał dzisiaj rację we wszystkich sporach z Mią. A sama Mia powtarzała, że wolontariat jest super sprawą i miała iść do któregoś zakładu, chyba genetyki. Mogłoby to ci dużo dać. Zresztą spędzanie dodatkowego czasu z tym uroczym doktorantem brzmi jak niezła sprawa. Tylko czy masz na to czas? Dołączyłeś do Koła Naukowego, masz uczyć Rebekę jazdy na łyżwach, a do tego bardzo nie chciałeś zaniedbać swojej zwykłej nauki i przyjaciół. 
Stałeś tak tuż za drzwiami sali czując, że jeśli teraz się nie zdecydujesz, to nigdy tego nie zrobisz.
Czy chcesz iść na wolontariat do pana Paddingera?
> Nie, przecież nie mogę zaniedbać innych obowiązków.

wtorek, 1 stycznia 2019

1 (a.1)



Styczniowe słońce powoli chyliło się ku zachodowi, gdy skończyliście ostatnie zajęcia. Większość osób z roku wydawała się być zmęczona tak samo, jak przed przerwą świąteczną. Ty jednak miałeś na twarzy lekki uśmiech, bo te kilka zajęć spędziłeś na rozmyślaniu, czy dołączyć do Koła Naukowego i wreszcie doszedłeś do wniosków, że więcej plusów będziesz mieć z członkostwa niż z wolnego czasu, którego i tak nie wykorzystujesz inaczej niż na graniu na kompie i chatowaniu z Michaelem. Mia kilkukrotnie powtarzała, że popołudniu miało mieć miejsce noworoczne spotkanie Koła i zapraszała na nie każdego, kogo spotkała na korytarzu. Wliczając w to jednego doktoranta, Josepha, którego pomyliła z drugoroczniakiem.

- Czyli jednak się zdecydowałeś? - dopytywał cię Michael, poprawiając swoją ciemną grzywkę.

- Tak - przytaknąłeś. - Ale nie myśl sobie, że mam zamiar poświęcić Kołu czas kosztem naszego wspólnego.

- Poważnie? - Michaelowi zaświeciły się oczy.

- Raczej! - zapewniłeś. - Tak czy siak, teraz muszę znaleźć salę, w której odbywa się to spotkanie. Trzymaj się, Michi.

Podreptałeś na pierwsze piętro, szukając Pokoju Koła. Jakby się zastanowić, nigdy nie zapuszczałeś się w to skrzydło budynku. Na ścianach wisiało kilka tablic korkowych, do których przypięte były plakaty i zdjęcia będące śladami aktywności Koła Naukowego. Wtem dochodząc do zakrętu korytarza, usłyszałeś kroki zza rogu. Ledwo dałeś radę uniknąć zderzenia z nadchodzącą osobą.

- O, przepraszam! - powiedział blondyn, na którego wpadłeś.

Zdezorientowany powiedziałeś to samo i po sekundzie zauważyłeś, że ten ktoś, to pan Paddinger.

- Dzień dobry - przywitałeś się.

- Dzień dobry - odparł. - Miałem z Tobą dzisiaj zajęcia, nie mylę się? - Jego oczy się lekko zmrużyły w skupieniu.


- Tak, tak - przytaknąłeś.

- A właśnie. - Doktorant pstryknął palcami. - Nie idziesz może na noworoczne spotkanie Koła? Mój szef zakładu jest ich opiekunem i poprosił mnie, żebym podrzucił im parę papierów, ale szczerze mówiąc, chyba się zgubiłem. - blondyn się zaśmiał. - Sześć lat na tym Wydziale to wciąż za mało.

- Właściwie, to idę - przytaknąłeś. - Pokój Koła powinien być w zasadzie zaraz tu obok, gdzie pan przechodził.

Zrobiłeś parę kroków omijając doktoranta i wskazałeś palcem na drzwi obok, na których był wielki napis "SKNWB". Pan Paddinger popatrzył z niedowierzaniem, po czym schował twarz w swojej dłoni.

- Dziękuję - powiedział i obdarzył cię dużym uśmiechem.

Potem bez słowa wszedł do sali i zanim zdążyłeś za nim wejść, już wychodził, co poskutkowało w waszym zderzeniu w progu drzwi.

- Przepraszam, znowu - powiedział doktorant zawstydzony nieco i szybko podreptał w stronę windy.

Poczułeś na policzkach swoiste ciepło, które starałeś się opanować, bo nie chciałeś, żeby którykolwiek z członków Koła widział Twoje rumieńce. Rozglądnąłeś się po sali. Na środku znajdowały się małe stoliki połączone w jeden długi, przy którym siedziało kilkunastu studentów z różnych lat. Przy jego końcu stała dumnie Mia, przewodnicząca Koła Naukowego i zawzięcie opowiadała coś o planach na Nowy Rok. Gdy zobaczyła ciebie, uśmiechnęła się i na ułamek sekundy zamilkła, ale po tym wróciła do swojego wątku. Gdy usiadłeś przy stole, paru członków Koła popatrzyło na ciebie i zlustrowało wzrokiem, jednak byłeś pewien, że to przez zupełne znudzenie tym, co mówiła Mia. Stwierdziłeś, że skoro już tam byłeś, to postarasz zrobić dobre wrażenie na innych i każdemu, kto patrzył na ciebie jak na nowy okaz w zoo, posyłałeś ciepły uśmiech.

Po trzydziestu minutach spotkanie było już skończone. Ustaliliście parę ważnych kwestii, między innymi dotyczących dofinansowań wyjazdów i nadchodzącego Festiwalu Nauki, który miał się odbyć na waszym Wydziale.

- Hejka, Ad! - krzyknęła Mia, gdy zobaczyła, że chcesz wyjść razem z resztą studentów.

- Ad? Co to za zdrobnienie? - zapytałeś zdezorientowany.

- Bardzo cieszę się, że jednak przyszedłeś! - mówiła na jednym tchu Mia. - Łap formularz dotyczący członkostwa. Na początku wejdziesz w okres próbny, ale to nie trwa długo i potem możesz już korzystać z pełnych profitów i w ogóle. - Mia popatrzyła na zegarek. - Ojej! Muszę już lecieć. Trzymaj się z Ad! - Dziewczyna cię przytuliła i wybiegła na korytarz.

Zostałeś sam w pomieszczeniu. Niepewnie zabrałeś klucz od Pokoju Koła leżący na biurku i postanowiłeś odnieść go do portierni.

*

Siarczysty mróz kłuł niemiłosiernie w policzki, a bezchmurne niebo, na którym wolno i nisko przetaczało się słońce, nic nie pomagało. Idąc na uczelnię owinąłeś się porządnie szalikiem i założyłeś najcieplejszą czapkę, jaką miałeś, dzięki czemu nie odczuwałeś zbytnio tego przeraźliwego chłodu. W głębi duszy się z niego wręcz cieszyłeś, bo taka pogoda jest idealna na łyżwy, a tak się składało, że byłeś umówiony tamtego dnia na wyjście na lodowisko z Michaelem. Co ciekawe, twój przyjaciel bardzo nalegał, żeby pójść jak najszybciej. Wydawało się, że zależało mu na tym wyjściu bardziej niż zazwyczaj. Zacząłeś się zastanawiać, czy może tak naprawdę nie potrzebował wyjścia z tobą gdziekolwiek samemu i zwyczajnie pogadać, ale jak się przekonałeś, nie zachowywał się tego dnia, jak ktoś z problemem, więc odetchnąłeś nieco z ulgą.

Na którymś okienku siedziałeś z Rebeką, która od niechcenia przeglądała media społecznościowe. Nagle się ożywiła.

- Już wiem, czego chcę! - oznajmiła w przestrzeń.

- O, proszę. - Zaśmiałeś się.

- Chcę się nauczyć jeździć na łyżwach. Najlepiej jak najszybciej! - Dziewczyna zagarnęła swoje włosy za ucho i popatrzyła na ciebie pełna nadziei. - Przecież ty umiesz jeździć!

- Zgadza się - przytaknąłeś. - A co, chcesz, żebym poświęcił ci swój cenny czas i pokazał co nieco na lodowisku?

Rebeka założyła ręce i podniosła jedną brew.

- Czy szanowny panicz ma jakieś obiekcje?

- Właściwie, to chętnie cię pouczę - przyznałeś.

- Fantastycznie - Rebeka się uśmiechnęła i położyła rękę na twoim ramieniu. - Masz dzisiaj czas? Możemy zacząć nasze "lekcje" - mówiła robiąc cudzysłów palcami - od zaraz.

Właściwie dobrze się składało. I tak szedłeś tego dnia na łyżwy, więc mógłbyś to połączyć. Dwie pieczenie na jednym ogniu, prawda?

Czy chcesz zaprosić Rebekę na łyżwy z Michaelem?

> Nie, wolę iść sam na sam z Michaelem









x