- Właściwie, to idę dzisiaj z Michaelem na łyżwy - przyznałeś. - Będzie mi miło, jak się zabierzesz z nami.
Na twarzy Rebeki pojawił się ogromny uśmiech.
- Fantastycznie! - powiedziała. - A spróbowałbyś mi odmówić. W końcu moje towarzystwo to największa nobilitacja, o jakiej można marzyć.
- Chciałabyś. - Prychnąłeś. - Dobra, idę do domu, widzimy się na lodowisku o siedemnastej, okej?
- Jasne, hejka! - Rebeka się uśmiechnęła szeroko i pomachała na pożegnanie.
*
Zbliżała się godzina spotkania. Zacząłeś się zastanawiać, czy dobrze zrobiłeś, że zaprosiłeś Rebekę. W końcu zawsze chodziliście z Michaelem sam na sam, nikogo więcej. Z drugiej strony, przecież ta dwójka się bardzo lubiła. Nic nie powinno pójść nie tak. Znowu za bardzo wszystko analizujesz.
Gdy dotarłeś pod drzwi hali, zastałeś już tam swoją koleżankę, z którą się przywitałeś. Była ubrana w idealnie leżące na niej dresy, które wychodziły spod kurtki. Jej policzki były nieco zarumienione, co dodawało jej uroku. Jej kurtka była zapięta tylko do połowy, więc pod szalikiem dopatrzyłeś się ładnego bawełnianego sweterka. Nagle jej słowa wybudziły cię ze swoistego transu.
- Michi już idzie - oświadczyła.
W rzeczy samej twój ulubiony szatyn już zmierzał do was, ubrany w za dużą kurtkę i opadającą na oczy czapką. Gdy zauważył ciebie, jego oczy się zaświeciły, jednak blask ten znikł równie szybko, gdy zobaczył, kto stoi obok ciebie.
- H-hej - powiedział niepewnie.
- Cześć - powiedzieliście niemal jednocześnie, ty i Rebeka.
Popatrzyliście na siebie i się zaśmialiście.
- Dobra, wchodzimy, skoro jesteśmy tu wszyscy - poleciła blondynka i natychmiast zniknęła w budynku.
- Czekaj, Adam - powiedział jakby smutno Michael i złapał cię za ramię, gdy chciałeś pójść w ślady koleżanki. - Czemu Rebeka tu jest?
- Powiedziała, że chce się nauczyć jeździć na łyżwach. Stwierdziłem, że my ją nauczymy. Niedobry pomysł? - wyjaśniłeś.
- Och. - Michael westchnął. - No, dobra. Po prostu następnym razem, daj mi znać wcześniej, że ktoś z nami idzie, dobrze?
Faktycznie, mogłeś to zrobić, debilu.
- Nie ma sprawy. - Poklepałeś przyjaciela po plecach. - Idziemy?
Michael uśmiechnął się subtelnie i pokiwał głową. W miarę szybko założyliście na nogi ostrze i chwilę później śmigaliście po zmrożonej tafli. Rebeka naprawdę szybko się uczyła i już sama hamowała i nieudolnie starała się robić przeplatankę. Poświęciłeś jej mnóstwo swojej uwagi i spędziliście świetnie czas na śmieszkowaniu. Szatyn natomiast jeździł cały czas gdzieś z boku. Jakby nie chciał uczestniczyć w uczeniu waszej koleżanki. Jednak, gdy tylko wpadała ci do głowy myśl, żeby jakoś go zaangażować, wtedy Rebeka wpadała na ciebie, albo bezpośrednio na lód i pomagałeś jej wstawać. Po wszystkim Michael bardzo szybko się ubrał i rzucił na pożegnanie tylko suche "hej".
- Ma zły humor? - odezwała się Rebeka wiążąc buta.
- Być może - mruknąłeś. - Dziwnie się zachowywał.
- Przejdzie mu, w końcu to Michi - stwierdziła blondynka i pstryknęła palcami. - To, kiedy idziemy znowu na łyżwy?
- Następne parę dni mam ultra zawalone, ale myślę, że jakieś popołudnie dla ciebie znajdę - odparłeś.
- Świetnie! - Rebeka się szeroko uśmiechnęła i ciebie uścisnęła, przytykając swój policzek do twojego. - Muszę lecieć, bo mam za trzy minuty autobus, trzymaj się ciepło!
Poczułeś w swoim środku jakieś wszechogarniające ciepło, gdy obserwowałeś, jak zgrabnym krokiem Rebeka odchodzi od ciebie i znika za wyjściowymi drzwiami. Przetarłeś twarz dłonią i starałeś się zastanowić, co masz dzisiaj jeszcze do zrobienia na uczelnię.
*
Dzień był bardzo słoneczny, przez co leżący przy chodnikach śnieg raził cię w oczy. Temperatura oscylowała w okolicach zera stopni, więc gdzieniegdzie bardziej niż śnieg zalegała właściwie podtopiona breja. W ciągu ostatnich kilku dni wybrałeś się z Rebeką jeszcze raz na lodowisko, tym razem bez Michaela. Zacząłeś też pisać z nią więcej niż zwykle. Mimowolnie nie zauważyłeś, że od trzech dni twój przyjaciel się do ciebie nie odzywał. Byłeś zbyt zajęty Kołem Naukowym i swoim nowym łyżwiarskim uczniem.
- Hej, Michi - przywitałeś się, gdy zobaczyłeś brązowookiego pod salą laboratoryjną.
- O, hej - przywitał się i się uśmiechnął, ale bez zwyczajnego blasku.
- Wszystko w porządku? - zapytałeś zbliżając się do niego.
- Tak, ale... - Michi nie dokończył, bo mu przerwano.
- Wykułam się jak głupia na ten przedmiot! - krzyknęła Mia. - Wątpię, żeby ten cały magister ogarniał lepiej ode mnie temat.
- Co ty masz do Paddingera? - zapytałeś.
- Wydaje się być strasznie roztrzepany i dużo się mylił na ostatnich zajęciach - stwierdziła Mia.
- Nie wiem, ja go lubię - powiedziała Rebeka, dosłownie wchodząc w rozmowę. - Hejka, Adam!
- Hej - przywitałeś się i podszedłeś do niej. - Gotowa na laby?
- Pewnie. - Morskooka zgarnęła włosy za ucho.
- Dzień dobry!
Usłyszeliście wesoły głos doktoranta, który właśnie otarł się o waszą dwójkę, próbując dojść do drzwi sali. Popatrzyliście na siebie zdezorientowani. Wtedy Rebeka zbliżyła się do ciebie i szepnęła ci do ucha.
- Sama bym go brała, ale nie narzekałabym, jakbyś ty też go brał.
Poczułeś oblewającą cię czerwień.
- Dlaczego w ogóle to powiedziałaś? - zapytałeś zażenowany.
- Żebyś się poczuł niekomfortowo. - Rebeka się uśmiechnęła szeroko i weszła do otwartej już sali.
Twoja grupa rozgościła się przy blatach laboratoryjnych. Zacząłeś obserwować każdy ruch doktoranta. Faktycznie krzątał się tak, jakby sam nie wiedział, po co tu przyszedł. Dotykał się po całym ciele, szukając kieszeni, w której pewnie coś miał mieć. Wtem wyciągnął ze swojego plecaczka długopis i usiadł na stołku. Po czym wstał i podrapał się po głowie. Wzrokiem przeleciał całą salę, po czym jego niebieskie oczy zatrzymały się na tobie. Poczułeś coś w środku, ciężko powiedzieć, czy lęk, czy ekscytację.
- Poszedłby pan po zlewkę dziesięć mililitrów? - odezwał się do ciebie.
- Przepraszam, ale takiej nie ma! - wtrąciła Mia.
Paddinger zdezorientowany popatrzył na ciebie i się uśmiechnął.
- Zapomniałem, że ćwiczenia są takie ubogie w sprzęt - powiedział do siebie. - W takim razie, nie musi pan iść, użyjemy zlewki dwadzieścia pięć, którą mamy na sali
Uśmiechnąłeś się nieco zdezorientowany. Doktorant popatrzył na spektrofotometr, potem na roztwory, które stały w buteleczkach na blacie przed nim.
- O, fantastycznie, jednak mam dla pana zadanie specjalne, proszę przygotować pięćdziesiąt mililitrów roztworu zasady sodowej, dziesięciokrotnie rozcieńczonego - poprosił cię.
Wykonałeś polecenie, które szczerze było najciekawszą częścią tych zajęć. Potem patrzyliście, jak na zmianę Mia i Paddinger robili wszystkie czynności i dyskutowali, czy to, jak to robią, jest poprawną metodą czy nie. Za każdym razem dochodzili do tego, że rację miał jednak doktorant, co w jakiś nieokreślony sposób bardzo irytowało dziewczynę.
- I to by było na tyle - oznajmił doktorant, gdy skończył tłumaczyć, jak powinno się opracować wyniki, które tego dnia uzyskaliście. - Prześlijcie w ciągu tygodnia sprawozdanie. W razie czego, możecie do mnie pisać i przychodzić do mojego pokoju na drugim piętrze.
Zaczęliście składać swoje papiery i zeszyty, gdy nagle Paddinger złapał się za czoło tak gwałtownie, że po sali rozszedł się głuchy plask.
- Słuchajcie, ja wiem, że może to wcześnie, bo jesteście na dopiero na pierwszym roku, ale jeśli ktoś z was by chciał mi trochę pomóc z moją pracą naukową, szukam wolontariusza. Nic na siłę oczywiście i to nic zobowiązującego, ale myślę, że praktyka w labie przyda się wam wszystkim, a ja też każdą pomoc przyjmę z otwartymi ramionami, bo mam totalny zapieprz... znaczy... mam dużo na głowie. - Blondyn zdając sobie sprawę, co powiedział, zmarszczył brwi i przyłożył dłoń do skroni. - Tak czy siak, do widzenia.
Większość grupy była znudzona i wyszła obojętnie z sali, ale ty na progu się zawahałeś. Wolontariat na pierwszym roku? Brzmi szalenie, ale może warto? Paddinger wydaje się być bardzo przystępny i sympatyczny. Zresztą inteligentny też jest, w końcu miał dzisiaj rację we wszystkich sporach z Mią. A sama Mia powtarzała, że wolontariat jest super sprawą i miała iść do któregoś zakładu, chyba genetyki. Mogłoby to ci dużo dać. Zresztą spędzanie dodatkowego czasu z tym uroczym doktorantem brzmi jak niezła sprawa. Tylko czy masz na to czas? Dołączyłeś do Koła Naukowego, masz uczyć Rebekę jazdy na łyżwach, a do tego bardzo nie chciałeś zaniedbać swojej zwykłej nauki i przyjaciół.
Stałeś tak tuż za drzwiami sali czując, że jeśli teraz się nie zdecydujesz, to nigdy tego nie zrobisz.
Czy chcesz iść na wolontariat do pana Paddingera?
> Nie, przecież nie mogę zaniedbać innych obowiązków.