Przecież twoi przyjaciele i inni członkowie Koła zrozumieją twoją decyzję. Ledwo co zacząłeś pomagać Andreasowi w laboratorium. Chciałeś jak najwięcej z tego pokorzystać i przy okazji pokazać, że ci zależy. Dobrze "rozegrany" wolontariat mógł w końcu poskutkować w czekającym na ciebie miejscu w Zakładzie Chemii. Warto, żeby cię znano na drugim piętrze i w laboratorium.
Siedząc w domu zastanawiałeś się, co się dzieje z Michaelem. Ostatnio mało pisaliście. Na twoje pytania odpowiadał zdawkowo, jakby tylko chciał zapewnić, że wszystko gra, ale nie chciało mu się rozwijać żadnego tematu. Postanowiłeś, że dasz mu trochę więcej swobody. W końcu to twój najlepszy przyjaciel. Jakby coś się działo, na pewno by ci o tym powiedział, prawda?
Tego samego dnia przed jednym z wykładów, złapała cię Mia i zaatakowała masą pomysłów na Festiwal Nauki. Patrzyłeś na nią pobłażliwie, potakując na wszystko, co mówiła. Ku twemu zdziwieniu, zwróciła uwagę na twój brak zainteresowania.
- Co z tobą? - zapytała.
- Nic - odparłeś, nie patrząc jej w oczy. - Ja raczej nie będę nic robił na FN.
Mia szeroko otworzyła oczy i buzię.
- Żartujesz sobie!? Jak to!?
- Po prostu, mam już wystarczająco dużo zajęć. Rozumiesz chyba? - próbowałeś się tłumaczyć.
- Nie rozumiem, bo ja mam jeszcze więcej od ciebie zajęć, a jakoś daję radę - oznajmiła Mia. - Tobie się po prostu nie chce! Niedorzeczne!
- Ej, spokojnie, to naprawdę nie wynika z niechcestwa, ale z racjonalnej analizy moich możliwości. - Wzruszyłeś ramionami. - Nie jestem aż taki zdolny i zawzięty jak ty. Nie możesz mnie o to winić.
Nagle Mia ochłonęła. Uśmiechnęła się i popatrzyła w przestrzeń.
- Masz rację, mało kto jest - rzuciła chyba bardziej do siebie. - Ale przyjdź jutro na spotkanie Koła. Omówimy jeszcze tez kilka innych rzeczy, więc warto.
- Się wie! - przytaknąłeś.
Przewodnicząca Koła Naukowego bez słowa ukłoniła się i odeszła w stronę łazienki.
*
- Cześć - przywitałeś się, zaglądnąwszy do pokoju doktorantów z Zakładu Chemii.
Ku twojemu zaskoczeniu cała trójka ci odpowiedziała. Andreas się do ciebie uśmiechnął i poprosił, żebyś usiadł na pustym fotelu. Popatrzyłeś na pozostałą dwójkę. Znałeś ich obojga, bo też prowadzili ćwiczenia z chemii. Drobny chłopak o ciemnych oczach i włosach nazywał się Josef Lebertran, a szczuplutka i wysoka blondynka, zawsze ubrana w marynarkę to Katharina Nudel. bardzo uważnie pisała coś na komputerze i co chwila dopisywała jakieś liczby do arkusza kalkulacyjnego. Josef natomiast jadł sobie żelki.
- Josi, zajmiesz na chwilę Adama? - poprosił Paddinger, po czym zwrócił się do ciebie. - Muszę jeszcze dokończyć jedną sprawę, a nie chcę, żebyś patrzył, jak piszę na komputerze. Przepraszam cię za to.
- Żelka? Weź dwa - odezwał się Josef.
Z życzliwym uśmiechem podał ci saszetkę, z której się poczęstowałeś i podziękowałeś.
- Nie pogniewasz się, Andi, jak ci skradnę wolontariusza na dwadzieścia minut do labu? - zapytał Josef.
Blondyn zmarszczył brwi i popatrzył spod okularów na swojego kolegę z pokoju w niezrozumieniu, potem na ciebie. Gdy zobaczył, że wzruszyłeś ramionami i pokiwałeś głową, pozwolił wam pójść. Podążyłeś za Lebertranem do znanego ci laboratorium, gdzie ostatnio pracowałeś z Andreasem. Zobaczyłeś szereg brudnych kolb i już wiedziałeś, czego od ciebie będzie chciał doktorant.
- Muszę umyć to wszystko, więc pomyślałem, że dotrzymasz mi towarzystwa, ok? - oznajmił Josef, ubierając fartuch.
- Ach, jasne. - Zdziwiłeś się, że to tobie nie kazał tego zrobić. - W zasadzie, to mogę ci pomóc, będzie szybciej - zaproponowałeś.
- Super, dzięki!
Obaj chwilę później szorowaliście naczynia laboratoryjne i gawędziliście na temat twoich zaliczeń. Josef zdradził ci jedno pytanko, które będzie na egzaminie z chemii, oczywiście pod groźbą wrzucenia cię do kwasu azotowego, jeśli się wygadasz. W pewnym momencie nastała dłuższa chwilka ciszy.
- Wiesz co? Andi cię bardzo polubił - oświadczył doktorant. - Cały czas o tobie mówi.
- Naprawdę? - Poczułeś, jak twoje policzki czerwienieją.
- Przez ostatni rok ponoć wszystkim studentom proponował wolontariat u siebie, ale dopiero ty się na to zdecydowałeś. Poza tym ponoć się świetnie dogadujecie? - Josef się uśmiechnął do siebie. - Opowiedział nam wszystko w najmniejszych szczegółach, jak tu byłeś ostatnio. Takiego słowotoku to jeszcze nie miał.
Poczułeś się naprawdę miło. W brzuszku wypełniło cię przyjemne ciepełko. Wydawało ci się, że twoja obecność w laboratorium tylko przeszkadza Paddingerowi, ale myliłeś się.
Minutkę później do laboratorium przyszedł właśnie Andreas i gdy poprawił swoje okulary, położył swoją dłoń na twoim ramieniu i oświadczył, że jesteś z powrotem jego.
- Josi, no, wiesz, żeby tak zmuszać mojego wolontariusza do swoich obowiązków? - Blondyn bardzo zaakcentował słowo "mojego".
- Nie, nie, ja sam zaoferowałem pomoc - sprostowałeś szybko.
- Och, w takim razie, miło z twojej strony - stwierdził Andreas i uśmiechnął się w twoją stronę.
- A ty już mi zarzucasz takie rzeczy! Świetny kolega, naprawdę! - Josef się zaśmiał i zostawił was samych w labie.
- To co, bierzemy się do roboty? - odezwał się znowu Andreas i obdarzył cię szerokim uśmiechem.
Po dwóch godzinach, patrzyliście na miarowo kapiącą ciecz z otworu kolumny chromatograficznej. Miało tak to wyglądać przez następne pół godziny, więc zacząłeś się zastanawiać, czym wypełnicie ten czas. Andreas dumnie popatrzył na kolumnę i kiwając lekko głową zwrócił się do ciebie.
- Myślę, że możemy zrobić sobie przerwę - oświadczył i wyszedł bez słowa na korytarz i skierował się do swojego pokoju.
Chwilę stałeś skonsternowany, ale zaraz wzruszyłeś ramionami i poszedłeś za nim. W międzyczasie wyciągnąłeś telefon i sprawdziłeś powiadomienia. Rebeka napisała do ciebie.
"Szkoda, że nie bierzesz udziału w Festiwalu, moglibyśmy razem coś przygotować."
Przez sekundę zastanawiałeś się, co odpisać, ale gdy już kliknąłeś w pole tekstowe nagle uderzył w ciebie nie kto inny tylko Andreas. No, tak. Zaczynasz nie patrzeć na to, gdzie idziesz zupełnie jak on, a stałeś już po pokojem doktorantów. Nic dziwnego, że cię nie widział, bo jak miał zza drzwi?
- Przepraszam cię! - Blondyn widocznie się zakłopotał.
- Nie ma sprawy, zaczynam lubić, jak tak na mnie wpadasz - powiedziałeś cicho.
- Słucham?
- To co teraz robimy? - zapytałeś pewnym siebie stanowczym tonem.
Andreas zdjął okulary i przetarł je koszulką. W te kilka sekund poczułeś więcej niż mogłeś się spodziewać. Andreas bez okularów wyglądał na jakby bezbronnego. Jego oczy nieco zmrużone wyrażały niesamowitą niecierpliwość z jaką czekały, aż znowu zaczną wyraźnie widzieć i wrócą do swojej kontroli nad otoczeniem, jaką normalnie sprawowały. A gdy twoje oczy powędrowały niżej zobaczyłeś część brzucha, którą przypadkiem doktorant odsłonił podciągając koszulkę. Była gładka z lekkim miejscowym owłosieniem. Sześciopakiem tego nie można było nazwać, ale mięśnie na pewno nadawały kształt jego torsa. Szybko popatrzyłeś na sufit i wypuściłeś powietrze, starając się ochłonąć.
- W zasadzie, to idę zapalić - powiedział Andreas, jakby zawstydzony tym faktem. - Chcesz też?
W twojej głowie znowu pojawiło się sporo różnych myśli. Co to właściwie znaczyło? Czy on proponował ci palenie, czy tylko pójście z nim, czy może założył, że sam też palisz? Co teraz?
Czy chcesz iść z Andreasem zapalić?
> Nie, po coś są zasady.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz