sobota, 29 grudnia 2018
Rozpocznij przygodę!
W swoim brzuchu wciąż czujesz Święta. Niestety tylko tam. Twój umysł już powoli myśli o powrocie na uczelnię i o ogromie zaliczeń, które cię czekają w styczniu. Spoglądasz przez okno na zaśnieżony ogród, który przypomina ci twoje dziecięce lata beztrosko spędzone na wsi. Wyjazd do dużego miasta na studia był ogromną zmianą, ale do wszystkiego dało się przyzwyczaić. Pierwszy semestr właściwie już dobiegał końca, a ty radzisz sobie zarówno naukowo jak i towarzysko. Było ogólnie dobrze, ale czujesz, że może coś dałoby się zmienić na lepsze. Może tak naprawdę czegoś brakuje w twoim życiu? Może kogoś... ? Nie zastanawiasz się nad tym długo, bo mama woła cię na obiad.
*
To takie typowe! Wpadasz na salę seminaryjną dosłownie w ostatniej chwili. Jeszcze minutka, a prowadzący by przeczytał listę a ciebie by nie było. Wchodzisz i siadasz na pierwszym lepszym miejscu, nie zastanawiając się, obok kogo siedzisz. Wypakowujesz w pośpiechu zeszyt i coś do pisania. Prowadzący zaczyna czytać listę, a ty szybko rzucasz okiem na innych studentów w ławkach. Uśmiechasz się, widząc znajome twarze. Ze spokojem wypuszczasz powietrze z ust. To wciąż ta sama poczciwa grupa osób, którą tak lubisz. Jednak prowadzącego nijak nie kojarzysz. Wydawał się być dość młody, zapewne doktorant, jak wszyscy dotychczasowi prowadzący seminaria z chemii. Miał bujną, niepoukładaną blond czuprynę i bystre niebieskie oczy, które spoglądały zza okularów na wyczytywanych studentów. Ciężko powiedzieć, czy jego wzrok bardziej onieśmielał, czy zachwycał. Było w nim coś takiego tajemniczego, a zarazem przyjemnego, aż swojskiego. Skupiasz się na jego twarzy jeszcze przez chwilkę. Jego dwudniowy zarost zdawał się rosnąć dokładnie tak, jak powinien. Jakby jakaś tajemnicza moc dokładnie wyznaczała jego granice i długość.
Wtem przystojny doktorant pyta, czy na pewno wszystkich wyczytał. Wpadasz w panikę. Totalnie nie się nie skupiasz na lekcji przez twoje przemyślenia na jego temat. Zgłaszasz się profilaktycznie, bo w końcu nie po to się biegło na te zajęcia, żeby mieć teraz nieobecność.
- A jak się nazywasz? - pyta prowadzący.
Masz totalną zawiechę. No właśnie, dobre pytanie:
Jak masz na imię?
> Adam
> Lisa
Wybierz jedno, klikając w dane imię.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz